Zima w pełni, choć ze śniegiem słabo, ale ja nie narzekam. Dla mne mogłoby go wcale nie być. Bo jakie są uroki zimy, gdy jest się już dorosłym? Niestety coraz częściej dostrzegam jedynie minusy tej pory roku. Może się starzeje albo poważnieje. Ok, są ludzie którzy nigdy nie spoważnieją :D
Wracając do tematu. Zima to moja zmora. Jak przysypie śniegiem to już w ogóle Apokalipsa. Nigdzie nie odśnieżone, lód, chłód i potłuczona dupa...
Chodniki skute lodem! I niby się wydają posypane, ale nie jak się wyskakuje z autobusu to okazuje się, że słabo posypali i wywija się piruety, balansując jak akrobata na linie.
I jeszcze ten mróz! Wstajesz, patrzysz na termometr i widzisz minus piętnaście stopni. Wkładasz gruby sweter i ciepłe skarpetki. Potem wełniany szalik na to gruby płaszcz, czapka i rękawiczki. Wychodzisz z domu i w sekudzie przenika cię chłód, bo termometr zapommiał wspomnieć o wietrze, który niemal wpędza cię w hipotermię! Brniesz w śniegu na przystanek i marzniesz czekając na autobus. A ten notabene, spóźnia się, bo na to w zwyczaju zawsze gdy jest taka piękna pogoda. Wreszcie przyjeżdża, cały skuty lodem, a ty czujesz się jak Kaj i Gerda, a kierowca jest twoją królową śniegu. Dojeżdżasz na miejsce, wysiadasz i pędzisz na łeb na szyję, bo została ci minuta na dobrnięcie do pracy. Po drodze, wywijasz spektakularnego orzełka i lądujesz zadkiem na oblodzonym chodniku, ku uciesze przechodniów i przejeżdżających autami ludzi. Klniesz jak szewc, błogosławiąc tym, co mieli odśnieżyć, ale zaspali. Podnosisz się, dziękując Bogu, że jeszcze nie pora, abyś został fascynującym przypadkiem w karierze jakiegoś ortopedy i obiektem naukowym dla studentów chirurgii urazowej.
Pociesza cię jedynie fakt, że inni mają gorzej, bo nadal marzną na przystanku. I tak co dzień: wychodzisz z domu jest okropnie zimno, w ciągu dnia przez okno podziwiasz słońce, które jak na złość postanowiło pokazać się dokładnie wtedy, gdy jesteś w pracy i nie możesz się nim cieszyć. Kiedy wracasz do domu znów jest zimno i do tego jeszcze ciemno. Powietrze nad miastem można ciąć nożem, bo wiadomo smog, wszystkim zimno i palą tym, co tam akurat mają. I zamast odetchnąć świeżym powietrzem, po całym dniu ciężkiej pracy, dusisz się dymem węglowym i planujesz co masz do roboty na kolejny dzień.
Wracając do tematu. Zima to moja zmora. Jak przysypie śniegiem to już w ogóle Apokalipsa. Nigdzie nie odśnieżone, lód, chłód i potłuczona dupa...
Chodniki skute lodem! I niby się wydają posypane, ale nie jak się wyskakuje z autobusu to okazuje się, że słabo posypali i wywija się piruety, balansując jak akrobata na linie.
I jeszcze ten mróz! Wstajesz, patrzysz na termometr i widzisz minus piętnaście stopni. Wkładasz gruby sweter i ciepłe skarpetki. Potem wełniany szalik na to gruby płaszcz, czapka i rękawiczki. Wychodzisz z domu i w sekudzie przenika cię chłód, bo termometr zapommiał wspomnieć o wietrze, który niemal wpędza cię w hipotermię! Brniesz w śniegu na przystanek i marzniesz czekając na autobus. A ten notabene, spóźnia się, bo na to w zwyczaju zawsze gdy jest taka piękna pogoda. Wreszcie przyjeżdża, cały skuty lodem, a ty czujesz się jak Kaj i Gerda, a kierowca jest twoją królową śniegu. Dojeżdżasz na miejsce, wysiadasz i pędzisz na łeb na szyję, bo została ci minuta na dobrnięcie do pracy. Po drodze, wywijasz spektakularnego orzełka i lądujesz zadkiem na oblodzonym chodniku, ku uciesze przechodniów i przejeżdżających autami ludzi. Klniesz jak szewc, błogosławiąc tym, co mieli odśnieżyć, ale zaspali. Podnosisz się, dziękując Bogu, że jeszcze nie pora, abyś został fascynującym przypadkiem w karierze jakiegoś ortopedy i obiektem naukowym dla studentów chirurgii urazowej.
Pociesza cię jedynie fakt, że inni mają gorzej, bo nadal marzną na przystanku. I tak co dzień: wychodzisz z domu jest okropnie zimno, w ciągu dnia przez okno podziwiasz słońce, które jak na złość postanowiło pokazać się dokładnie wtedy, gdy jesteś w pracy i nie możesz się nim cieszyć. Kiedy wracasz do domu znów jest zimno i do tego jeszcze ciemno. Powietrze nad miastem można ciąć nożem, bo wiadomo smog, wszystkim zimno i palą tym, co tam akurat mają. I zamast odetchnąć świeżym powietrzem, po całym dniu ciężkiej pracy, dusisz się dymem węglowym i planujesz co masz do roboty na kolejny dzień.
A teraz moi drodzy kilka słów o tym co mnie bawi zimą:
- ludzie chodzący w trampkach i adidasach, gdy na zewnątrz grubo poniżej zera,
- chłopcy i dziewczynki, którzy mają albo za krótkie spodnie albo za krótkie skarpetki, co powoduje między nimi dziesięcio centymetrową dziurę, gołe kostki nie marzną?! Nie ogarniam tego...
- dziewczynki i chłopcy w wieku nastu lat, ubrani jak na wiosnę, bez szalika, rękawiczek i broń Boże czapki,
- ludzie opatuleniu gdy jest ciepło i rozebrani gdy przywali mrozem, termometry nie mogą aż tak oszukiwać...
Mogłabym tak bez końca. To tylko kilka przykładów. Top of the top.
- ludzie chodzący w trampkach i adidasach, gdy na zewnątrz grubo poniżej zera,
- chłopcy i dziewczynki, którzy mają albo za krótkie spodnie albo za krótkie skarpetki, co powoduje między nimi dziesięcio centymetrową dziurę, gołe kostki nie marzną?! Nie ogarniam tego...
- dziewczynki i chłopcy w wieku nastu lat, ubrani jak na wiosnę, bez szalika, rękawiczek i broń Boże czapki,
- ludzie opatuleniu gdy jest ciepło i rozebrani gdy przywali mrozem, termometry nie mogą aż tak oszukiwać...
Mogłabym tak bez końca. To tylko kilka przykładów. Top of the top.
Foto: pixaby.com