Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że nie zawsze będzie to opis idealny i zrozumiały. Zawsze starałam się pisać prosto, bez wyszukanych ozdobników, nadętych słów..., by nie przesadzić.
Dopiero majowe spotkanie z pewnym bardzo mądrym i doświadczonym człowiekiem, pomogło mi pojąć jak bardzo błądziłam.
Człowiek ów namawiany przez mnie do zapisania swych wspomnień, ( jakże dla mnie ciekawych i niezwykle poruszających), otworzył mi oczy. Sprawił, że zrozumiałam jak bezowocne próby do tej pory podejmowałam. Próby opisu krainy mojego dzieciństwa.
"... można opisać fakty, daty, wydarzenia (...), ale nie jesteśmy w stanie opisać uczuć, jakie nami żądzą, (...) nie da się ubrać w słowa niesamowitego błękitu nieba, tej mgły na łące o świcie, śpiewu ptaków (...) Nikt prócz nas nie zrozumie naszej miłości do ojczystej ziemi, (...) tego jak moje serce podskakuje w piersi, gdy wracam w rodzinne strony, (...) moje miejsce na ziemi, mój dom..."
Urzekły mnie jego słowa i bijąca z nich prawda. Poczułam z nim niezwykłą więź, nić porozumienia. Doskonale wiedziałam o czym mówi. Chociaż się tutaj nie urodził, jak ja, to z tą ziemią wiążą się jego lata młodości. Tak jak ja dorastał w tym miejscu. I tak jak ja pokochał je na zawsze.
Miał rację. Nie można wszystkiego opisać, opowiedzieć słowami. Zwłaszcza komuś, kto tego nigdy nie widział, wyobraźnia może przedstawić zupełnie inny obraz. Przecież nikt nie zrozumie naszego sentymentu do rodzinnego domu, miejsc zabaw w dzieciństwie. Nie poczuje niesamowitego zapachu świeżo pieczonego, babcinego ciasta. Nie wyobrazi sobie koloru nieba o zachodzie słońca, zieleni trawy w ogrodzie, nie poczuje zapachu sosnowego lasu...
Żadne słowa nie opiszą śpiewu ptaków o wschodzie słońca, smaku świeżego chleba i dotyku maminych rąk.
Każdy z nas ma własne wyobrażenie tych miejsc, zjawisk i rzeczy. Każdy czuje je inaczej i inne rzeczy są bliskie jego sercu.
Oczywiście warto próbować dzielić się tym, przez opisy. Jednak czy osiągniemy zamierzony efekt?
foto by: Pixaby, wallpapers hd free




