wtorek, 17 maja 2016

"Tej miłości nikt nie zrozumie..."

Jeszcze całkiem niedawno myślałam, byłam wręcz pewna, że mogę opisać wszystko. Wydawało mi się, że nie ma niczego, czego nie dałoby się ubrać w słowa.Opisać w pełni oddając wygląd, zapach, fakturę, wygląd, kolor...
Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że nie zawsze będzie to opis idealny i zrozumiały. Zawsze starałam się pisać prosto, bez wyszukanych ozdobników, nadętych słów..., by nie przesadzić.

Dopiero majowe spotkanie z pewnym bardzo mądrym i doświadczonym człowiekiem, pomogło mi pojąć jak bardzo błądziłam.
Człowiek ów namawiany przez mnie do zapisania swych wspomnień, ( jakże dla mnie ciekawych i niezwykle poruszających), otworzył mi oczy. Sprawił, że zrozumiałam jak bezowocne próby do tej pory podejmowałam. Próby opisu krainy mojego dzieciństwa.
Po długich namowach, powiedział mi:
"... można opisać fakty, daty, wydarzenia (...), ale nie jesteśmy w stanie opisać uczuć, jakie nami żądzą, (...) nie da się ubrać w słowa niesamowitego błękitu nieba, tej mgły na łące o świcie, śpiewu ptaków (...) Nikt prócz nas nie zrozumie naszej miłości do ojczystej ziemi, (...) tego jak moje serce podskakuje w piersi, gdy wracam w rodzinne strony, (...) moje miejsce na ziemi, mój dom..."


Urzekły mnie jego słowa i bijąca z nich prawda. Poczułam z nim niezwykłą więź, nić porozumienia. Doskonale wiedziałam o czym mówi. Chociaż się tutaj nie urodził, jak ja, to z tą ziemią wiążą się jego lata młodości. Tak jak ja dorastał w tym miejscu. I tak jak ja pokochał je na zawsze.

Miał rację. Nie można wszystkiego opisać, opowiedzieć słowami. Zwłaszcza komuś, kto tego nigdy nie widział, wyobraźnia może przedstawić zupełnie inny obraz. Przecież nikt nie zrozumie naszego sentymentu do rodzinnego domu, miejsc zabaw w dzieciństwie. Nie poczuje niesamowitego zapachu świeżo pieczonego, babcinego ciasta. Nie wyobrazi sobie koloru nieba o zachodzie słońca, zieleni trawy w ogrodzie, nie poczuje zapachu sosnowego lasu...
Żadne słowa nie opiszą śpiewu ptaków o wschodzie słońca, smaku świeżego chleba i dotyku maminych rąk.
Każdy z nas ma własne wyobrażenie tych miejsc, zjawisk i rzeczy. Każdy czuje je inaczej i inne rzeczy są bliskie jego sercu.
Oczywiście warto próbować dzielić się tym, przez opisy. Jednak czy osiągniemy zamierzony efekt?



foto by: Pixaby, wallpapers hd free

sobota, 14 maja 2016

"Efekty uboczne"

Maj, piękny maj. Kwitną bzy, które cudownie pachną o poranku. 
W lesie bieli się od konwalii, które hipnotyzują mnie swoim zapachem. 
Majówka goni majówkę. Wpadamy z jednego długiego weekendu w drugi. Mamy dużo wolnego czasu, który można spędzić w gronie najbliższych. Organizujemy wtedy spotkania rodzinne, odwiedzamy znajomych. Zjeżdżamy z różnych stron kraju, by móc spędzić kilka chwil w gronie bliskich nam osób. Często spotykamy tych, których bardzo rzadko widujemy, albo spotykamy ich przelotnie. Takie majówkowe spotkanie, sprawiło, że dostrzegłam to, co do tej pory mi umykało.
Dopiero teraz mając dwadzieścia kilka lat, zaczęłam dostrzegać jak wiele się zmieniło. Zdałam sobie sprawę, że czas nie stoi w miejscu. 
Z bólem uświadomiłam sobie jego upływ, patrząc na znaki, jakie zostawia na twarzach bliskich. Na twarzach, które tak dobrze znam i które towarzyszą mi od najmłodszych lat. Od niedawna zaczęłam dostrzegać zmarszczki i ich lekko przygaszony wzrok. Zobaczyłam przygarbione plecy, pochylone ramiona... 
Nagle uświadomiłam sobie ich prawdziwy, fizyczny wiek. dlaczego wcześniej tego nie widziałam? Czemu mój wzrok nie wyłapał tak ważnych szczegółów?
Czy to efekt uboczny dorastania? Przestajemy być dziećmi, a razem z nami dojrzewają ludzie w naszym otoczeniu. To normalna kolej rzeczy... 
Jako mała dziewczynka nie zdawałam sobie z tego sprawy. 
Wydawali mi się niezniszczalni, twardzi i wciąż tacy sami. 
A może to świat dziecięcej fantazji przysłaniał mi ich prawdziwy wygląd? I musiałam dorosnąć, by dostrzec jak oni się zmieniają.
W odmętach dziecięcych wspomnień widzę cały czas te same twarze, uśmiechnięte, wypoczęte, niezmienne na przestrzeni lat. 
Kiedy oni zdążyli się tak zmienić? Jak to się stało? I dlaczego udało mi się to przeoczyć?