W piątek byłam na małych zakupach w
jednym z większych marketów w mieście. Żałuje, że wybrałam się
tam wieczorem. Źle przekalkulowałam czas. Dobrze, że nie byłam
sama. Okazało się, iż pół województwa postanowiło zrobić
zakupy właśnie tym samym czasie i sklepie, co ja.
Wszędzie pełno ludzi. Chodzą, łażą
albo snują się jak cienie. A w markecie ciasnota, wszędzie
porozstawiane produkty w mega promocyjnych cenach. Ze sloganami,
które przekonują klienta, że musi koniecznie kupić ten odkurzacz,
bo on super odkurza, poleruje parkiet, pochłania szkodliwe alergeny
i... chyba tylko pierogów nie umie lepić!!
To samo z kosmetykami: odmładzające
kremy, liftingujące maseczki i nieziemsko pachnące perfumy, jakich
w kosmetyczce Kowalskiej i Nowakowej nie może zabraknąć!
Do tego wszystkiego jeszcze:
wyszczuplające rajstopy i getry, bluzki uwydatniające to, a
maskujące tamto. Ostatni krzyk mody męskiej i westchnienie trendów
w modzie dla pań. A ludzi dają się nabierać i pchają to do
wózków, by potem przy kasie wytrzeszczać oczy płacąc krocie za
coś, czego wcale nie potrzebują.
I jeszcze ta straszna ciasnota! Alejki
między półkami niby szerokie, ale na środku ryp: słodycze,
zabawki, majonez, podpaski, perfumy... tak ustawione, że tylko jeden
wózek się zmieści, wyminąć się z kimś nawet nie ma jak. Trzeba
by przydzwonić w taką paletę, niech się to wszystko
rozsypie!Zauważyłam, że ludzi ogarnęła już gorączka
przedświątecznych czy świątecznych (?) zakupów. A raczej
szał albo furia! Kupują co tylko mogą. Niekoniecznie rzeczy,
których potrzebują. Snuja się po galeriach i kupują, co tam
akurat dają w promocji.
Do tego jacy przemili są ci ludzie! Na
takich zakupach górę biorą pierwotne instynkty, ludzie zachowują
się jak neandertalczycy na polowaniu, a nie ludzie z XXI stulecia.
Języka w ustach zapominają i z głowy wyfruwa dobre zachowanie i
kultura osobista.
Stoję sobie przy półce. Nagle czuję
uderzenie w kolano. Jakaś kobieta wjechała we mnie wózkiem
obładowanym zakupami i jeszcze ma do mnie pretensje, że niby gdzie
ja się tutaj pcham. A co oczu to ona nie ma, czy na pólkach takie
cuda, że ciężko wzrok oderwać?
Albo ludzie warczący pod nosem, gdy
nie mają jak przejść czy przejechać wózkiem, Zamiast powiedzieć
zwyczajnie: „Przepraszam”. Nie, no bo po co być miłym i
kulturalnym. Lepiej sobie powarczeć, niech cały świat ma baczenie
na to, że „jaśnie państwo” robią zakupy i niech inni schodzą
im z drogi.
W takich sytuacjach mam ochotę zakląć
sobie solennie i klnę w myślach. Niestety nic innego mi nie
pozostaje. Po takim – ekstremalnym – wieczorze z niepokojem
wyglądam czasu gdy po świętach nadejdą wyprzedaże. Tam to się
dopiero cuda dzieją...