W ostatnim czasie bardzo trudno jest mi znaleźć czas. Ogarnąć się czasowo. Podzielić go między pracę, a inne obowiązki.
Czas jak piasek przelatuje mi między palcami, kradnąc tak cenne godziny i minuty.
Dni pędzą jak szalone. Tydzień zlewa się w jedno, myląc mi dni. Niektóre z nich gubię, inne powielam. I naprawdę już nie wiem, co sprawia, że jeszcze nie oszalałam...
Monotonia wlewa się we mnie rwącym strumieniem. Zachłystuję się rutyną, upijam zawrotną szybkością zdarzeń.
Chcę pokroić dobę na małe, równe kawałeczki. Staram się być przy tym dokładna, jednak ostrze mojego noża tępi się przy każdej próbie cięcia.
Tracę oparcie, grunt osuwa mi się z pod nóg... Świat wiruje ogromną spiralą w mojej głowie.
Zamykam oczy i zatracam się w niebycie, spadając w przepaść.
P.S. W temacie zapowiadanego opowiadania: jestem zmuszona odwlec jego publikacje na blogu na czas bliżej nieokreślony. Powodem jest - jak zwykle - permanentny brak czasu, który mogłabym poświęcić na korektę i ewentualne dopiski. Czekajcie cierpliwie, obiecuję, że naprawdę warto. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz