wtorek, 4 października 2016

"Przesądne przesądy"

Polacy, to bardzo przesądny naród. Coś takiego jest w Nas, co każe nam wierzyć w przesądy. Zjawisko to jest dosyć powszechne. Co więcej trudno się go pozbyć, wyplenić, ponieważ jest bardzo głęboko zakorzenione w naszej kulturze i w naszej krwi. Jest to chyba nasza narodowa cecha albo bardzo rozległa tradycja.

Ja z reguły nie należę do przesądnych, nie daję się zwariować i nie ogarnia mnie panika ma widok czarnego kota, przechodzącego mi drogę... Jednak trudno jest nie ulec czemuś, co jest nam wpajane od najmłodszych lat i z czym wciąż obcujemy.
Z przesądami jest tak: ile ludzi tyle różnych przesądów. Nie sposób ich wymienić, wciąż odkrywamy nowe.

Mój ulubiony przesąd? Hmm... tyle tego, trudno wybrać.
Ok. Moje ulubione:
#1 - kręcenie czapką, które wywołuje ból głowy. Na pewno kojarzycie taki obrazek: znudzone trzymaniem czapki w rękach dziecko, zaczyna nią kręcić na palcach jak hula hop. Matka krzyczy na nie: "Nie rób tak, bo cię będzie boleć głowa" Zawsze gdy coś takiego słyszę, zastanawiam się czy już "kogoś" nie boli...
Jaki związek ma boląca głowa z bawieniem się czapką?! Czy od kręcenia czapką zbierają się receptory bólowe, które po jej założeniu wskoczą do głowy i wywołają ból. Z takim razie trzeba się pozbyć wszystkich czapek! A co jeśli w nocy one chodzą na karuzelę, a potem czyhają wraz z bólem na głowy swoich właścicieli?! Totalny bezsens! Chyba, że do czapki włożymy cegłę, która po założeniu spadnie nam na głowę. To wtedy naprawdę będzie boleć... :)

#2 - przysiadanie na chwilę i liczenie do trzech, gdy zapomnimy czegoś i wrócimy po to do domu.
Wierzymy, że jeśli nie przysiądziemy to będziemy mieli pecha, dzień będzie nieudany i nic co planowaliśmy nie powiedzie się. Kolejna bzdura! Co takie przysiadanie zmieni? Zaczaruje los, żeby nam sprzyjał? Ok, to nie pomaga i w zasadzie nie szkodzi. Chyba, że komuś zdarzy się przysiąść na dłuższą chwilę i ucieknie mu autobus albo spóźni się do pracy. 

#3 - rozbicie lustra, oznaczające siedem lat nieszczęścia. To chyba najgorszy z przesądów! Zdecydowanie. Nasza przyszłość zależy tylko od Nas samych, to w pewnym sensie konsekwencja naszych obecnych czynów i wyborów. Jaką rolę odgrywa tu zwierciadło? Każdy komu powinie się noga rozbił w przeszłości lustro. Pamiętam jak w dzieciństwie zanosiłam się płaczem nad kawałkami lusterka.  Byłam zrozpaczona gdy myślałam o zbliżających się nieszczęściach, które już na mnie czekały, gotowe do ataku.
 I jakoś trudno mi je sobie przypomnieć. To była bardziej forma przestrogi, żeby dzieci nie zbliżały się, do dużych luster i nie zrobiły sobie krzywdy, w przypadku ich stłuczenia.

#4 - czarny kot przebiegający drogę. Wydaje nam się, że przynosi pecha. Cofamy się o trzy kroki, spluwamy przez lewe ramię. Co to może zmienić? A gdy drogę przebiegnie nam rudy kot    
(mój codziennie włazi mi pod nogi) albo czarny pies? To też przynosi pecha? 
Po prostu z tego puchatego stworzonka zrobiliśmy piewcę złego. Zwiastun zbliżającej się klęski. Dlaczego? Bo od wieków czarne koty były atrybutem czarownic. A same czarownice też przynoszą pecha? Wiele z nich spotykamy na swojej drodze codziennie... :)


I mogłabym tak bez końca wymieniać:
- przechodzenie pod drabiną,
- piątek trzynastego
- nie witanie się z kimś przez próg
- pełnia księżyca źle wpływająca na malowanie włosów (i nie tylko)
- odpukiwanie w niemalowane drewno.

Większość z naszych przesądów dotyczy złych rzeczy, które mogą nas spotkać. Są sposobem na ich przepędzenie, zaklęcie, pozwolą nam uniknąć ich. Ale są też takie, które przynoszą szczęście:
- znalezienie czterolistnej koniczyny
- łapanie za guzik na widok kominiarza
- trzymanie kciuków.


foto by: 1 mln wallpapers hd free, pixabay

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz