Nie lubię „niezorientowanych”
ludzi. Takich, którzy nie chcą wiedzieć, poznać czegoś,
przeczytać, zobaczyć. Ludzi, którzy boją się poszerzać swe
doświadczenia, swoją autopsję. Naprawdę strasznie mnie to
denerwuje. Doprowadza wręcz do szewskiej pasji.
„No, bo po co przeczytać coś,
skoro inni już to zrobili. Wystarczy, że oni się męczyli to ja
już nie muszę...”
No po
co czytać choćby taki rozkład jazdy autobusów! Przecież wisi
takowy na przystanku i tam czarno na białym jest wszystko dokładnie
opisane. Wystarczy przeczytać.
Ot i
pewnego razu dopadła mnie klątwa poniedziałku, we wtorek. Stoję
sobie w moim ukochanym mieście, na przystanku tłum. Autobus jak
zawsze opóźniony, co już nikogo nie dziwi. Do przystanku dociera
kobieta, bliżej nieokreślonego wieku. Z kilkunastu osobowego tłumu,
w czasie ostrej selekcji wzrokowej wyławia właśnie mnie:
-
Przepraszam, pani też na autobus? - pyta, żeby cokolwiek zagaić.
A gdzie tam...-
myślę sobie – tak sobie przyszłam postać na
przystanku. Nie mam nic ciekawszego do roboty.
- Tak. -
odpowiadam.
- A dokąd ten
autobus będzie jechał?
Przyszłaś, kobieto na przystanek i
nie wiesz, gdzie jechać.- myślę
i czuję, że to będzie dobry dialog.
-
Zależy, który... Stąd odjeżdża kilka linii...
- A
pani? Którym będzie jechać? - dopytuje kobieta.
-
Piątką. - mówię licząc, że wreszcie da mi spokój.
- A
gdzie ona jedzie?
-Na
ulicę Leśną. -odpowiadam z coraz mniejszą chęcią. A, że jestem
kulturalna to nie mogę nie odpowiedzieć.
-
Aha... A inne autobusy to gdzie jadą? - kobieta wyraźnie nie daje
za wygraną.
- Nie
wiem. Jest rozkład może pani sobie sprawdzić... - teraz już
trudno mi ukryć irytację.
- A
kto by tam to czytał! Lepiej zapytać, jak ktoś jechał to będzie
wiedział...
Z
trudem duszę w sobie przekleństwo, które ma wielką ochotę wyrwać
się z moich ust.
Ta
– myślę – Będzie wiedzieć lepiej niż rozkład.
- To
nie wie, pani? - dopytuje kobieta.
-
Niestety, nie. - odburkuję.
- To
trzeba by przeczytać...
-
Można przeczytać. - odpowiadam, wskazując rozkład.
Nastaje
cisza. Kobieta spogląda to na mnie to na wiszącą kartkę z
rozkładem.
Co?! Ja mam to czytać?! -
nie dowierzam w myślach.
Kobieta
stoi, wgapia się we mnie.
Może nie potrafi czytać...
Po chwili znacząco
odchrząkuje. Udaję, że nie słyszę. Zaraz po tym odchodzi
naburmuszona i zdenerwowana.
Nareszcie... -
cieszę się w myślach.
Wreszcie
podjeżdża mój autobus. Z nieukrywaną radością wsiadam. Za
plecami słyszę głos tej samej kobiety:
-
Przepraszam, pan też na autobus?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz