wtorek, 27 grudnia 2016

"Poniedziałkowa klątwa wtorku..."

 Nie lubię „niezorientowanych” ludzi. Takich, którzy nie chcą wiedzieć, poznać czegoś, przeczytać, zobaczyć. Ludzi, którzy boją się poszerzać swe doświadczenia, swoją autopsję. Naprawdę strasznie mnie to denerwuje. Doprowadza wręcz do szewskiej pasji.

No, bo po co przeczytać coś, skoro inni już to zrobili. Wystarczy, że oni się męczyli to ja już nie muszę...”
No po co czytać choćby taki rozkład jazdy autobusów! Przecież wisi takowy na przystanku i tam czarno na białym jest wszystko dokładnie opisane. Wystarczy przeczytać.

Ot i pewnego razu dopadła mnie klątwa poniedziałku, we wtorek. Stoję sobie w moim ukochanym mieście, na przystanku tłum. Autobus jak zawsze opóźniony, co już nikogo nie dziwi. Do przystanku dociera kobieta, bliżej nieokreślonego wieku. Z kilkunastu osobowego tłumu, w czasie ostrej selekcji wzrokowej wyławia właśnie mnie:
- Przepraszam, pani też na autobus? - pyta, żeby cokolwiek zagaić.
A gdzie tam...- myślę sobie – tak sobie przyszłam postać na przystanku. Nie mam nic ciekawszego do roboty.
- Tak. - odpowiadam.
- A dokąd ten autobus będzie jechał?
Przyszłaś, kobieto na przystanek i nie wiesz, gdzie jechać.- myślę i czuję, że to będzie dobry dialog.
- Zależy, który... Stąd odjeżdża kilka linii...
- A pani? Którym będzie jechać? - dopytuje kobieta.
- Piątką. - mówię licząc, że wreszcie da mi spokój.
- A gdzie ona jedzie?
-Na ulicę Leśną. -odpowiadam z coraz mniejszą chęcią. A, że jestem kulturalna to nie mogę nie odpowiedzieć.
- Aha... A inne autobusy to gdzie jadą? - kobieta wyraźnie nie daje za wygraną.
- Nie wiem. Jest rozkład może pani sobie sprawdzić... - teraz już trudno mi ukryć irytację.
- A kto by tam to czytał! Lepiej zapytać, jak ktoś jechał to będzie wiedział...
Z trudem duszę w sobie przekleństwo, które ma wielką ochotę wyrwać się z moich ust.
Ta – myślę – Będzie wiedzieć lepiej niż rozkład.
- To nie wie, pani? - dopytuje kobieta.
- Niestety, nie. - odburkuję.
- To trzeba by przeczytać...
- Można przeczytać. - odpowiadam, wskazując rozkład.
Nastaje cisza. Kobieta spogląda to na mnie to na wiszącą kartkę z rozkładem.
Co?! Ja mam to czytać?! - nie dowierzam w myślach.
Kobieta stoi, wgapia się we mnie.
Może nie potrafi czytać...
Po chwili znacząco odchrząkuje. Udaję, że nie słyszę. Zaraz po tym odchodzi naburmuszona i zdenerwowana.
Nareszcie... - cieszę się w myślach.
Wreszcie podjeżdża mój autobus. Z nieukrywaną radością wsiadam. Za plecami słyszę głos tej samej kobiety:
- Przepraszam, pan też na autobus?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz