Kiedyś na blogu pisałam o tym jak wena atakuje mnie bez ostrzeżenia. Gdy jestem w domu, w autobusie, na spacerze. I wtedy nie mogę powstrzymać strumienia słów, wlewającego się do mojej głowy.
Muszę je zapisać, bo nie dadzą mi spokoju. Wiercą mi dziurę w głowie, nie pozwalają normalnie funkcjonować.
Muszę je zapisać, bo nie dadzą mi spokoju. Wiercą mi dziurę w głowie, nie pozwalają normalnie funkcjonować.
Jednak czasami zdarza się taki czas, gdy pomysłów muszę szukać, starać się o wenę.
Dosłownie, ze podążam ze świecą w jej poszukiwaniu. Czasami trawa to godziny. Niekiedy dni. Chyba, ta dziura w głowie z żartów, istnieje naprawdę.
Szukam wtedy inspiracji, natchnienia. Niestety ciężko mi na nie trafić. Jakoś nie możemy się spotkać, dogadać... Trudno mi znaleźć sensowny temat na tekst. Cokolwiek, o czym mogłabym napisać. Wydaje mi się, iż pisałam już o wszystkim. I gdy pojawia się pomysł, iskierka nadziei na przełom, mam wrażenie, że to już było. W amoku przerzucam stosy zapisanych kartek, karteczek, kawałków zapisanego papieru.
Przeszukuję notesy, zeszyty. Bywa tak, że znajduję tekst, ale bywa też, że nie. Wtedy siadam nad notesem z ołówkiem w ręku. Skupiam się na danym zagadnieniu. Przyciskam ołówek do kartki, ale on nie chce pisać. Nie mogą zgrać się razem i tańczyć. Pustka. Totalna, czarna dziura. Zero pomysłu, bezdenna otchłań nicości.
Przeszukuję notesy, zeszyty. Bywa tak, że znajduję tekst, ale bywa też, że nie. Wtedy siadam nad notesem z ołówkiem w ręku. Skupiam się na danym zagadnieniu. Przyciskam ołówek do kartki, ale on nie chce pisać. Nie mogą zgrać się razem i tańczyć. Pustka. Totalna, czarna dziura. Zero pomysłu, bezdenna otchłań nicości.
Nie ma na ten stan sprawdzonego lekarstwa. Brak antidotum.
Bywa też tak, że nie mogę dokończyć zaczętego tekstu. Pisana przeze mnie historia nie chce się kleić. Utykam w martwym punkcie. Toczę się niczym walec drogowy. Toczę walkę z pojawiającymi się na kartce wyrazami, wykreślam je, a potem zapisuję jeszcze raz. Wszystko jest nie tak. Żadne ze zdań nie brzmi idealnie, brak mi słów. Nie mogę w pełni oddać tego, co chcę napisać. Martwię się, iż czytelnik, nie zrozumie przekazu. Że zagmatwam, nawet najprostszą rzecz, źle dobierając słowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz