piątek, 1 kwietnia 2016

„Jazda szaleńca”, czyli podróż komunikacją publiczną

Jazda środkami komunikacji miejskiej niekiedy bywa udręką, czasami jednak dostarcza rozrywki smutnym szarym życiu.. Czasami człowieka krew zalewa, a niekiedy płacze ze śmiechu. Ostatnio zaczęłam baczniej obserwować współpasażerów z autobusu czy pociągu. Zwykle zakładam słuchawki, odcinając się od otaczających mnie ludzi. Raz postanowiła zrobić wyjątek i darować sobie słuchanie ulubionej muzyki. To był w czasie jazdy busem. To, czego doświadczyłam, to jakiś koszmar albo sen szaleńca. 
  Najpierw gdy wsiadasz do autobusu i kupujesz bilet, stajesz się najważniejszym obiektem, na który kieruje się wzrok innych podróżnych. Kobiety obgadują twój strój, a faceci twoje atuty, zwykle dość głośnym szeptem. Oczywiście jeśli jesteś płci żeńskiej. W przypadku mężczyzn jest odwrotnie :). Zajmujesz miejsce i wszystko powoli się normuje. Chcesz spokoju i doskonale wiesz, że nie będzie ci on dany. Na samym końcu autobusu zawsze lokuje się młodzież. Jest spokojnie, ale niekiedy ci młodzi ludzie w dresach muszą słuchać muzyki z telefonu przez głośnik. Tak by w całym autobusie ludzie wiedzieli jakie są ich preferencje muzyczne. Siedzisz i słuchasz jak jakiś raper wrzeszczy rzucając mięsem bez żadnych oporów. I tak przez całą drogę. Ja zawsze w takiej chwili mam ochotę krzyknąć: „Litości, człowieku! Kup sobie słuchawki!”. Ale siedzę i cierpię katusze. A z przodu autobusu starsze panie dyskutują na temat swoich ostatnich dolegliwości, dzieląc się najdrobniejszymi, barwnymi szczegółami. I tak głowa ci pęka od wrzasków rapera i zbiera ci się na wymioty od medycznych zwierzeń pań. Nagle do autobusu siada kobieta z dzieckiem i z wózkiem spacerowym. Na twarzach starszych pań maluje się wyraz dezaprobaty. Zdają się myśleć: „Gdzie ona się tu pcha z tym wózkiem!Bezczelna!” Matka z dzieckiem siada i następuje względny spokój. No przecież nie zostawi wózka na przystanku, bo zajmuje trochę miejsca. O wielkie mi rzeczy! Panie przy wysiadaniu chrząkają z niezadowoleniem, gdy muszą przeciskać się obok wózka. Ale ich wózeczki na zakupy zajmują dużo więcej miejsca niż złożony wózek spacerowy. I do tego zawsze mają miejsce VIP na środku przejścia.
Jedna ze starszych pań, która właśnie wsiadła podchodzi do mnie i pyta:
„Młoda damo, czy mogłabyś ustąpić mi miejsca?” Jako dobrze wychowana osoba, wstaję: „Proszę.” mówię grzecznie.
I wtedy następuje coś, czego nigdy bym nie przewidziała. Starsza pani na miejsce, na którym przed chwilą siedziałam stawia obie swoje, wielkie torby z zakupami i dalej stoi. „Co jest? - myślę – to ja ustąpiłam miejsca torbom...?! Mam ochotę powiedzieć delikwentce, co o tym myślę, ale jestem na to zbyt dobrze wychowana. Milczę. Stoję w ścisku ludzkich ciał i milczę. Wtem czuję jak ktoś z końca autobusu przeciska się do przodu w stronę drzwi. To jakiś małolat. „Po co chłopcze siadałeś na samym końcu, skoro wysiadasz na pierwszym przystanku? -myślę ze złością - Teraz przepychasz się do drzwi, denerwujesz tylko innych. Z przodu autobusu też są siedzenia!” 
W połowie drogi ubywa pasażerów, a przybywa miejsc. Nareszcie mogę sobie usiąść. Im bliżej do mojego przystanku, tym, zdaje mi się, autobus porusza się wolniej. Do tego jeszcze zatrzymuje się między przystankami, bo ludzie mają tak cholernie daleko, jeśli muszą przejść kilkadziesiąt metrów. I jeszcze trafiłam na życzliwego kierowcę, który się zatrzymuje wszędzie, gdzie tylko można. Starszym osobom się nie dziwie, ale małolaty, mogłyby się przejść dla zdrowia i dotlenienia mózgów. Wreszcie docieram do domu, grubo po czasie. Autobus się na pewno spóźni na następny kurs.

Ot i takie są uroki podróżowania komunikacją zbiorową. Jeśli ktoś podróżuje autobusami wie, o czym mówię i zna ten ból. A wszystkim posiadaczom własnych aut, możemy tylko pozazdrościć.

foto by: 1mln wallpapers hd free/pixabay.com

1 komentarz:

  1. Oj, jak nie lubię jeździć komunikacją miejską a że nie mamy już samochodu to czasem muszę. Jestem szczęśliwa, gdy wsiadam na rower i jeśli pogoda sprzyja (również jesienią i zimą) to wsiadam i jeżdżę po mieście załatwiając sprawy, robiąc zakupy :D
    A autobusów nie cierpię, bo mam chorobę lokomocyjną ;)

    OdpowiedzUsuń