Jak każda dziewczynka i Alicja
wychowywana była na bajkach o księżniczkach i królewiczach
królewiczach zaklętych w żaby. Od najmłodszych lat przetwarzała
w głowie plan pocałowania ropucha, to znaczy odnalezienia księcia.
Jednak jedyne co słyszała w dorosłym życiu – póki co – to
żałosny rechot za plecami . Wydobywający się z setek ropuszych
gardeł. Wkradający się do jej podświadomości, chroniczny,
pulsujący i tępy, wdzierający się głęboko i sączący w jej
uszy nieustannie. I z czego tak rechoczą? Z własnej głupoty? A
może zazdroszczą jej, że ma odwagę marzyć? Zapewne uważają ją
za idiotkę, która marzy o księciu na białym koniu. O tym, że
przyjedzie w glorii i zabierze ją do swojej bajki. A co, to już nie
wolno marzyć?
Jeśli one zadowalają się mężczyznami
„drugiego sortu”, takimi, których już ktoś miał na
wyłączność, a potem się znudził i wyrzucił z domu. One ich
przygarniają, pocieszają i jak pijawki wysysają z nich resztki
życia, zaufania i pieniędzy. Bo tylko na tym im zależy.
Facet – ich zdaniem – musi mieć
kasę, a jak ma kasę to musi mieć gest. Kupować drogie prezenty,
zabierać na kolację do modnych restauracji, fundować wakacje w
ciepłych krajach. Dla swojej żabci musi być gotowy na wszystko.
A ona, Alicja co? Wybrała kiedyś
swojego pierwszego księcia z bajki, na szczęście obeszło się bez
całowania ropuchy. Był piękny, przystojny. Starszy o trzy lata.
Mówił, że kocha, że pragnie, że jest piękna i cudowna. A ona,
głupia, spijała każde słowo z jego ust i wierzyła we wszystko...
I nadal żyłaby jak w bajce, gdyby nie pojawił się smok – w
postaci żony i nastoletniej córki. Smok zapukał do drzwi Alicji i
oznajmił, że jeśli nie zostawi księcia w spokoju to połknie ją
w całości. Cóż było robić. Odpuściła, w końcu ten stwór
miał dwie głowy, z czego młodsza ziała ogniem bardziej niż ta
starsza. Książę jeszcze przez jakiś czas wydzwaniał, wysyłał
gońca z kwiatami, ale Alicja wciąż miała przed oczami smoka i
wolała więcej się z nim nie spotykać. Takich książąt na jej
drodze było jeszcze kilku, każdy z nich widział w niej swoją
księżniczkę, idealną i piękną. Niestety żaden z nich nie zdał
egzaminu. Jeden był zbyt przywiązany do królowej matki, drugi za
często kręcił głową za innymi białogłowami, a następy chciał
zrobić z Alicji swoją niewolnicę, na co z kolei ona nie mogła
pozwolić. Jednego nawet zgodziła się poślubić, co było z
perspektywy czasu złym posunięciem. Jedyne co jej po nim zostało
to kredyt na mieszkanie i ogromna dziura w sercu, która od kilku lat
stara się, bezskutecznie załatać.
No i tak – Alicja nadal przemierza
świat w poszukiwaniu ideału, którego podobno i tak nie ma. A gdy
już się go znajduje, to ideał ten ma już swoją idealnie
dopasowaną połówkę jabłka i kilka owoców tego dopasowania. I w
takich chwilach Alicja zaczyna wątpić. Wydaje jej się, że jej
poszukiwania księcia z bajki przypominają szukanie mitycznego
Świętego Graala. Dochodzi do wniosku, że póki co musi być
singielką, żeby nie powiedzieć starą panną. Musi przystopować,
skupić się na sobie. Kiedyś w mądrej książce przeczytała, że
miłość przychodzi bez uprzedzenia. Może kiedyś stanie na jej
drodze, prowadząc tego wyśnionego. A na razie towarzystwo kota
Mruczka, musi jej wystarczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz