środa, 10 lutego 2016

Alicja i książę z bajki

Jak każda dziewczynka i Alicja wychowywana była na bajkach o księżniczkach i królewiczach królewiczach zaklętych w żaby. Od najmłodszych lat przetwarzała w głowie plan pocałowania ropucha, to znaczy odnalezienia księcia. Jednak jedyne co słyszała w dorosłym życiu – póki co – to żałosny rechot za plecami . Wydobywający się z setek ropuszych gardeł. Wkradający się do jej podświadomości, chroniczny, pulsujący i tępy, wdzierający się głęboko i sączący w jej uszy nieustannie. I z czego tak rechoczą? Z własnej głupoty? A może zazdroszczą jej, że ma odwagę marzyć? Zapewne uważają ją za idiotkę, która marzy o księciu na białym koniu. O tym, że przyjedzie w glorii i zabierze ją do swojej bajki. A co, to już nie wolno marzyć?
Jeśli one zadowalają się mężczyznami „drugiego sortu”, takimi, których już ktoś miał na wyłączność, a potem się znudził i wyrzucił z domu. One ich przygarniają, pocieszają i jak pijawki wysysają z nich resztki życia, zaufania i pieniędzy. Bo tylko na tym im zależy.
Facet – ich zdaniem – musi mieć kasę, a jak ma kasę to musi mieć gest. Kupować drogie prezenty, zabierać na kolację do modnych restauracji, fundować wakacje w ciepłych krajach. Dla swojej żabci musi być gotowy na wszystko.
A ona, Alicja co? Wybrała kiedyś swojego pierwszego księcia z bajki, na szczęście obeszło się bez całowania ropuchy. Był piękny, przystojny. Starszy o trzy lata. Mówił, że kocha, że pragnie, że jest piękna i cudowna. A ona, głupia, spijała każde słowo z jego ust i wierzyła we wszystko... I nadal żyłaby jak w bajce, gdyby nie pojawił się smok – w postaci żony i nastoletniej córki. Smok zapukał do drzwi Alicji i oznajmił, że jeśli nie zostawi księcia w spokoju to połknie ją w całości. Cóż było robić. Odpuściła, w końcu ten stwór miał dwie głowy, z czego młodsza ziała ogniem bardziej niż ta starsza. Książę jeszcze przez jakiś czas wydzwaniał, wysyłał gońca z kwiatami, ale Alicja wciąż miała przed oczami smoka i wolała więcej się z nim nie spotykać. Takich książąt na jej drodze było jeszcze kilku, każdy z nich widział w niej swoją księżniczkę, idealną i piękną. Niestety żaden z nich nie zdał egzaminu. Jeden był zbyt przywiązany do królowej matki, drugi za często kręcił głową za innymi białogłowami, a następy chciał zrobić z Alicji swoją niewolnicę, na co z kolei ona nie mogła pozwolić. Jednego nawet zgodziła się poślubić, co było z perspektywy czasu złym posunięciem. Jedyne co jej po nim zostało to kredyt na mieszkanie i ogromna dziura w sercu, która od kilku lat stara się, bezskutecznie załatać.

No i tak – Alicja nadal przemierza świat w poszukiwaniu ideału, którego podobno i tak nie ma. A gdy już się go znajduje, to ideał ten ma już swoją idealnie dopasowaną połówkę jabłka i kilka owoców tego dopasowania. I w takich chwilach Alicja zaczyna wątpić. Wydaje jej się, że jej poszukiwania księcia z bajki przypominają szukanie mitycznego Świętego Graala. Dochodzi do wniosku, że póki co musi być singielką, żeby nie powiedzieć starą panną. Musi przystopować, skupić się na sobie. Kiedyś w mądrej książce przeczytała, że miłość przychodzi bez uprzedzenia. Może kiedyś stanie na jej drodze, prowadząc tego wyśnionego. A na razie towarzystwo kota Mruczka, musi jej wystarczyć.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz