środa, 24 lutego 2016

Jak nie traktować książek

Witajcie!
Dziś kilka słów w temacie czytelnictwa i książek. A w zasadzie czytelniczych "grzeszków" Polaków. Zapraszam do czytania i komentowania.

Książka – dla jednych kawałek niepotrzebnego papieru, przeżytek odchodzący już do lamusa – dla innych ( w tym dla mnie) jeden z największych „wynalazków” ludzkości. Chwała Gutenbergowi! Gdyby nie wynalazek druku, to dziś nie mielibyśmy tylu wspaniałych książek. Z czasem, wraz z rozwojem cywilizacji, zaczęły też powstawać biblioteki. I one są kolejnym z genialnym osiągnięciem cywilizacyjnym. Sama jestem aktywnym czytelnikiem i korzystam z zasobów wielu okolicznych bibliotek. Dzięki nim mogę nasycić swój czytelniczy nałóg. Książki są dla mnie jak skarby. Gdy czytam przenoszę się w czasie lub podróżuje po różnych, magicznych krainach. W ogóle znam tylko same zalety czytania książek, których ze względu na ogrom nie przytoczę w tym miejscu. Czasami jednak gdy pożyczę książkę z biblioteki, mam ochotę usiąść i płakać nad jej dramatycznym losem. Myślisz, że to lekka przesada, bynajmniej.
Nie nienawidzę, gdy wypożyczę książkę z biblioteki i ktoś przede mną się nad nią znęcał:
  • zamiast użyć zakładki, zaginał rogi jej kartek,
  • jadł nad książką, pozostawił okruszki między kartkami,
  • pił nad książką, bogato plamiąc ją kawą,
  • bazgrał po brzegach kartek i robił rysunki na marginesach stron,
  • kładł książkę grzbietem do góry, co niekiedy powoduje wypadanie kartek,
  • zwijał książkę w rulon,
  • przekręcając kartki, rozerwał dół strony, bo nie trzymał jej za róg,
  • składał książkę na pół, wywijając okładami do siebie, grzbietem do wewnątrz,
  • zaznaczał ołówkiem lub długopisem, gdzie skończył czytać (istne barbarzyństwo!).
Rozumiem, iż niektórzy mają mają problem z szanowaniem rzeczy. Książka jednak jest godna właściwego traktowania. Zwłaszcza ta wypożyczona z biblioteki. Osoba korzystająca z zasobów bibliotek publicznych, powinna mieć na uwadze fakt, iż nie jest jedyną osobą, która na dostęp do księgozbioru. Co więcej powinna szanować książki, tak aby inni mogli z nich korzystać w równej mierze, dbać o nie, by mogły jeszcze dług posłużyć innym czytelnikom. Są przecież jakieś zasady, których należy przestrzegać.
Często biorąc do ręki książkę z biblioteki, muszę się powstrzymywać przed chęcią uduszenia poprzednich osób, które przede mną miały ją w rękach. Czy tak trudno powstrzymać się od jedzenia i picia, gdy czyta się książkę? Są to tak palące potrzeb, iż nie można najpierw odłożyć książki, a potem jeść, czy pić? Moim zdaniem jeśli jest się głodnym lub ma się ochotę na filiżankę kawy to należy napić się, zjeść przed lekturą książki. Nigdy w trakcie! Co to taki delikwent umrze z pragnienia lub głodu, w kilka sekund, które zajmie mu odłożenie książki?! Nie da się znaleźć usprawiedliwienia dla takiego czynu. Trzeba się zastanowić, co jest w danej chwili ważniejsze czytanie czy zaspokajanie potrzeb fizjologicznych.

Ja, nigdy nie czytam i jednocześnie nie piję i nie jem. Po prostu umiem odpowiednio rozgraniczyć te czynności, by nie narażać książek, ani samej siebie na jakiekolwiek nieprzyjemności. Czego życzę wszystkim innym pasjonatom czytelnictwa.



1 komentarz:

  1. Podpisuje sie pod Twym wpisem. Szanuje swoje własne ksiazki i nigdy bym ich tak nie traktowała. Ale juz te pożyczone czy wypozyczone tym bardziej świętością, bo przecież nie moje.
    Dla mnie ksiazka to przedmiot z dusza i ma swoje życie, a żyje tym dłużej im bardziej jest szanowana.
    Pozdrawiam Nika

    OdpowiedzUsuń