Możecie się ze mną zgodzić lub nie, uważam, iż wszystkie emocje mają wpływ na naszą twórczość, bez względu na jej rodzaj.
Nie mniej jednak uważam, że większe znaczenie w tym procesie mają negatywne odczucia. Czyż nie jest prawdą, że największe dzieła powstawały w bólu? Oczywiście nie mam tutaj na myśli cierpienia rodem z powieści romantycznych, nie chodzi mi także o werterowski Weltschmerz. Jednak z autopsji mogę potwierdzić, iż negatywne emocje popychają ludzi w stronę tworzenia. W pewnym sensie pomagają i motywują do twórczego działania. Są pewnego sensu motorem do zmierzania w tym kierunku. Tak, uważam, iż smutek, cierpienie i gniew sprawiają, iż mamy ochotę coś napisać, namalować, itp. Takie zajęcia pozwalają nam wyrzucić z siebie te emocje, są terapią, powalają zapomnieć - choć na chwilę - o smutnej niekiedy rzeczywistości. Stanowią odskocznie od problemów. Przelewając emocje na papier, dajemy im upust i dzięki temu nasze samopoczucie nie odbija się na naszym otoczeniu i najbliższych nam osobach.
Co do jakości powstających wówczas dzieł, hmm... Od zawsze wydawało mi się, że powstają wtedy całkiem niezłe teksty. Nie do podrobienia.
Nie kwestionuję tutaj jakości tekstów powstających w radosnych okresach. Jednakże mam nieodparte wrażenie, iż człowiek szczęśliwy, jest bardziej zaabsorbowany swoim szczęściem, nie ma czasu by tworzyć, ani myśleć o tym, Jest zajęty swoją Idyllą, w której często brakuje miejsca na inne, niż upajanie się szczęśliwością, zajęcia.
Ciekawy tekst, coś w tym jest. Cytując Cortazara :[…] pozytywne uczucia tworzą złą literaturę […].Szczęście nie nadaje się do tłumaczenia […]. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń