Mam nieodparte wrażenie,że od czasu
do czasu ślepy los stara się poigrać ze mną, grając mi na nosie.
A może to ja źle dobieram czas, miejsce i czynność. Zastanawiam
się czy to przeznaczenie stawia mnie w danym położeniu, czy może
zwykła złośliwość losu czy zbieg okoliczności.
Bo jak inaczej wytłumaczyć to, co
przydarza mi się wpędzając mnie w złość, zakłopotanie, by
potem wywołać uśmiech na mojej twarzy? To nie może być przypadek. Na pewno
innym też się to przydarza. Wiem, strasznie kręcę, motam się,
ale trudno mi to przetłumaczyć na chłopski rozum.
Któregoś dnia postanawiam zadbać o
siebie ( a co raz na rok to każdemu wolno, a nawet trzeba), nakładam
maseczkę na twarz, zaszaleję nie ma co! Żeby było jeszcze
śmieszniej to ma ona dziwny kolor, taki ni szary ni zielony. Gdy
maseczka pokrywa już całą moją twarz, pozostaje mi tylko czekać.
Na opakowaniu napisali, że 15 minut, aż zmieni kolor. Rozciągam
się na łóżku i czekam. Nagle ktoś puka do drzwi. Spoglądam
przez okno. To chyba sąsiad. Lekko panikuję, nie zdążę zmyć,
poza tym szkoda mi, bo tania nie była... Otwieram drzwi z maseczką
na twarzy. Sąsiad lekko krzywi się na mój widok, ale czemu się
dziwić, w końcu to facet. Przyszedł zapytać czy jest światło,
bo u niego nie ma, a jak nie ma też u nas to znaczy, że to
elektrownia wyłączyła. Informuję go, że jest i odchodzi równie
szybko jak się pojawił. A może to przez tę maseczkę?
Innym razem robię sobie kawę. Siadam
przy stole, chcę posłodzić. Sięgam po cukierniczkę, rękawem
potrącam filiżankę. Jej zawartość rozlewa się po stole i po
mojej sukience. Ścieram kawę i idę się przebrać. Gdy stoję
przed szafą w samej bieliźnie, słyszę pukanie do drzwi.
Postanawiam je zignorować, przecież nie otworzę w samej bieliźnie!
W ostatniej chwili uświadamiam sobie, iż to kurier z przesyłką,
przecież dzwonił, że niedługo będzie. Chwytam pierwszą lepszą
rzecz i zakładam na siebie szybko. Biegnę otworzyć. Odbieram
paczkę, kurier patrzy na mnie z drwiącym uśmieszkiem. W pierwszej
chwili nie wiem o co chodzi. Dopiero, gdy odjeżdża orientuję się,
iż mam na sobie beżową sukienkę, która od pasa do dołu jest
bogato zdobiona kawowym wzorek. Tak się spieszyłam, że włożyłam
z powrotem tę oblaną sukienkę. Pięknie.
Kiedyś znów wybiera się na spacer.
Jest piękny letni dzień. Na niebie ani jednej chmurki. Gdy jestem w
znacznej odległości od domu, bez kurtki, parasola, niebo zasnuwają
ciemne chmury, zaczyna lać jak z cebra, a w pobliżu nie ma żadnego
miejsca, gdzie mogłabym się schronić. Po prostu pięknie.
Takie przypadki mogłabym mnożyć w
nieskończoność. Telefon zawsze rozładowuje się wtedy, gdy jest
najbardziej potrzebny. Budzik nie dzwoni, zawsze gdy trzeba wcześnie
wstać, by gdzieś zdążyć. Autobus, jak na złość, przyjeżdża
punktualnie, tylko wtedy, gdy się spóźniasz o te dwie minuty...
Czy to można tutaj mówić o
przypadku? A może zwykłe fatum ma niewielki wkład w nasze
codzienne życie? Albo zaczyna się już za mnie brać demencja albo
skleroza? Nie, coś w tym jest. Coś mistycznego, o czym nawet
metafizycy i filozofowie nie śnili. Ktoś, tam na górze, nieźle
musiał się nakombinować, żebyśmy mieli tutaj tak wesoło...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz