wtorek, 1 marca 2016

Los? A może fatum?





Mam nieodparte wrażenie,że od czasu do czasu ślepy los stara się poigrać ze mną, grając mi na nosie. A może to ja źle dobieram czas, miejsce i czynność. Zastanawiam się czy to przeznaczenie stawia mnie w danym położeniu, czy może zwykła złośliwość losu czy zbieg okoliczności.
Bo jak inaczej wytłumaczyć to, co przydarza mi się wpędzając mnie w złość, zakłopotanie, by potem wywołać uśmiech na mojej twarzy? To nie może być przypadek. Na pewno innym też się to przydarza. Wiem, strasznie kręcę, motam się, ale trudno mi to przetłumaczyć na chłopski rozum. 
Któregoś dnia postanawiam zadbać o siebie ( a co raz na rok to każdemu wolno, a nawet trzeba), nakładam maseczkę na twarz, zaszaleję nie ma co! Żeby było jeszcze śmieszniej to ma ona dziwny kolor, taki ni szary ni zielony. Gdy maseczka pokrywa już całą moją twarz, pozostaje mi tylko czekać. Na opakowaniu napisali, że 15 minut, aż zmieni kolor. Rozciągam się na łóżku i czekam. Nagle ktoś puka do drzwi. Spoglądam przez okno. To chyba sąsiad. Lekko panikuję, nie zdążę zmyć, poza tym szkoda mi, bo tania nie była... Otwieram drzwi z maseczką na twarzy. Sąsiad lekko krzywi się na mój widok, ale czemu się dziwić, w końcu to facet. Przyszedł zapytać czy jest światło, bo u niego nie ma, a jak nie ma też u nas to znaczy, że to elektrownia wyłączyła. Informuję go, że jest i odchodzi równie szybko jak się pojawił. A może to przez tę maseczkę?
Innym razem robię sobie kawę. Siadam przy stole, chcę posłodzić. Sięgam po cukierniczkę, rękawem potrącam filiżankę. Jej zawartość rozlewa się po stole i po mojej sukience. Ścieram kawę i idę się przebrać. Gdy stoję przed szafą w samej bieliźnie, słyszę pukanie do drzwi. Postanawiam je zignorować, przecież nie otworzę w samej bieliźnie! W ostatniej chwili uświadamiam sobie, iż to kurier z przesyłką, przecież dzwonił, że niedługo będzie. Chwytam pierwszą lepszą rzecz i zakładam na siebie szybko. Biegnę otworzyć. Odbieram paczkę, kurier patrzy na mnie z drwiącym uśmieszkiem. W pierwszej chwili nie wiem o co chodzi. Dopiero, gdy odjeżdża orientuję się, iż mam na sobie beżową sukienkę, która od pasa do dołu jest bogato zdobiona kawowym wzorek. Tak się spieszyłam, że włożyłam z powrotem tę oblaną sukienkę. Pięknie.
Kiedyś znów wybiera się na spacer. Jest piękny letni dzień. Na niebie ani jednej chmurki. Gdy jestem w znacznej odległości od domu, bez kurtki, parasola, niebo zasnuwają ciemne chmury, zaczyna lać jak z cebra, a w pobliżu nie ma żadnego miejsca, gdzie mogłabym się schronić. Po prostu pięknie.
Takie przypadki mogłabym mnożyć w nieskończoność. Telefon zawsze rozładowuje się wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny. Budzik nie dzwoni, zawsze gdy trzeba wcześnie wstać, by gdzieś zdążyć. Autobus, jak na złość, przyjeżdża punktualnie, tylko wtedy, gdy się spóźniasz o te dwie minuty...

Czy to można tutaj mówić o przypadku? A może zwykłe fatum ma niewielki wkład w nasze codzienne życie? Albo zaczyna się już za mnie brać demencja albo skleroza? Nie, coś w tym jest. Coś mistycznego, o czym nawet metafizycy i filozofowie nie śnili. Ktoś, tam na górze, nieźle musiał się nakombinować, żebyśmy mieli tutaj tak wesoło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz