Miałam pozbyć się tego miejsca. Usunąć, choć wiem, że w Internecie nic nie znika... Zaniedbałam to. Straciłam do tego serce. Zabrakło mi konsekwencji, ale przede wszystkim czasu.
Ostatni rok był szalony, ale i bardzo trudny. Wypełniony po brzegi kalendarz, brak czasu dla siebie i zabijające mnie zmęczenie wylewające się z każdego zakamarka, z każdej szafki, plątające się pod nogami, czyhające na moje potknięcie... A z drugiej strony troszkę szczęścia, szczypta radości i śladowe ilości sukcesu są w stanie wynagrodzić mi ten czas, którego -tak myślę- nie zmarnowałam. Wiele spraw potoczyło się nie po właściwym torze. Niektóre spadły w przepaść, są już nie do ocalenia. Inne z kolei podlewane i pielęgnowane, czekają w ukryciu, by niebawem wydać swój pierwszy plon. Rozkwitnąć na wiosnę i cieszyć oko, a przy tym być twardym dowodem na to, ŻE MOGĘ, DAM RADĘ I POTRAFIĘ...
Ostatni rok był szalony, ale i bardzo trudny. Wypełniony po brzegi kalendarz, brak czasu dla siebie i zabijające mnie zmęczenie wylewające się z każdego zakamarka, z każdej szafki, plątające się pod nogami, czyhające na moje potknięcie... A z drugiej strony troszkę szczęścia, szczypta radości i śladowe ilości sukcesu są w stanie wynagrodzić mi ten czas, którego -tak myślę- nie zmarnowałam. Wiele spraw potoczyło się nie po właściwym torze. Niektóre spadły w przepaść, są już nie do ocalenia. Inne z kolei podlewane i pielęgnowane, czekają w ukryciu, by niebawem wydać swój pierwszy plon. Rozkwitnąć na wiosnę i cieszyć oko, a przy tym być twardym dowodem na to, ŻE MOGĘ, DAM RADĘ I POTRAFIĘ...
Nikogo nie obwiniam. To mnie samej zabrakło wytrwałości. Jednak pojawiający się w moim otoczeniu i życiu ludzie mieli na to znaczący wpływ.
Byli tacy, którzy popychali mnie do przodu, wspierali moje działania i akceptowali mnie taką, jaką jestem. Dziękuję im za to, bo wiem, że oni będą już zawsze. Bez względu na wszystko, niezależnie od okoliczności...
Ale byli jeszcze inni. Ci którzy nie potrafili docenić mojej obecności i okazanego im serca. Tacy, którzy widzieli tylko siebie i swoje pragnienia. Stali się dla mnie bardzo ważni. Przestawałam dostrzegać ich wady i stopniowo zatracałam własne ja.
Byli tacy, którzy popychali mnie do przodu, wspierali moje działania i akceptowali mnie taką, jaką jestem. Dziękuję im za to, bo wiem, że oni będą już zawsze. Bez względu na wszystko, niezależnie od okoliczności...
Ale byli jeszcze inni. Ci którzy nie potrafili docenić mojej obecności i okazanego im serca. Tacy, którzy widzieli tylko siebie i swoje pragnienia. Stali się dla mnie bardzo ważni. Przestawałam dostrzegać ich wady i stopniowo zatracałam własne ja.
Ślepo podążałam za nimi, by na końcu tej drogi zostać na lodzie. Sama z własnymi problemami, emocjami i poczuciem, że znów zostałam wykorzystana. A oni? Ustawieni na pozycji ofiary, grali na moich uczuciach i próbowali wpędzić mnie w poczucie winy. Nadal nie dostrzegają swoich błędów. Nadal próbują wrócić do mojego życia i dokopać się do mojego serca. A ja, chcę być twardą, nieugiętą. Póki co, staram się taką być, ale cholernie boję się, że mi się to nie uda...
Chcę tu wrócić. Naprawdę tego pragnę. To miejsce jest częścią mnie... nie mogę go usunąć, bo poczuję się tak, jakbym straciła cząstkę swojej duszy... A moja dusza już wiele razy rozpadała się na kawałki i wiem jak trudno jest je znów zebrać w całość.
*powyższy tekst w całości stanowi fikcję literacką i nie ma swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości
foto: archiwum prywatne :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz