poniedziałek, 4 stycznia 2016

"Idiotka" część kolejna.

Witajcie!
Dzisiejszy wpis z dedykacją dla wszystkich, którzy oczekiwali dalszych losów bohaterki opowiadania "Idiotka".
A wszystkim, którzy mieli już okazję czytać "Idiotkę" chcę przekazać, iż trwają prace nad kontynuacją opowiadania. Niebawem będziecie mogli sami ocenić ich efekty.


                                                          ****

Miałam dziś nietypowego gościa. Nie spodziewałam się takiej wizyty. Odwiedził mnie były mąż tamtej idiotki. Tak BYŁY mąż...

Ubrany na czarno. Czyżby w żałobie? Po kim? Po niej? Przecież rozstali się prawie dwa lata temu. To było jeszcze w czasach kiedy ja i ona przyjaźniłyśmy się naprawdę. Podobno ją zdradził na wyjeździe służbowym. Z koleżanką z pracy. I jeszcze zrobił tamtej kobiecie dziecko. A jego żona – idiotka – od wielu lat marzyła o dziecku. Znienawidziła go za to - ja zresztą też - w imię damskiej solidarności. Zawsze opisywała mi swego mężusia jako wzór cnót. Kochający maż, oddany pracownik. Bardzo dobrze zarabia. Nie wiem dokładnie gdzie pracuje, ale jest to branża finansowa. Ma więc dużo kasy. Mógł sobie pozwolić na romanse i flirty. Niektóre kobiety lgną do kasy jak pszczoły do miodu...

Wszedł do mojego mieszkania i w progu uściskał mnie czule.

Co jest?- pomyślałam. Zaskoczył mnie, nigdy nie był wylewny w uczuciach.

-Witaj, kochana! Wiem jak ci ciężko po tym co się stało. Wy byłyście z moją żoną bardzo blisko.

Byłą żoną – poprawiłam go w myślach.

-Tak, była moją przyjaciółką... I kochanką mojego męża – podpowiadał mi uparcie mózg.

- To musi być dla ciebie straszny czas.

- Tak. A dla ciebie nie?

- Och, też. Bardzo ją kochałem. Była dla mnie wszystkim...

Ta, a zdradziłeś ją z miłości?!

- Trudno mi pogodzić się z jej stratą... - powiedziałam najżałośniej jak potrafiłam - Wiesz coś nowego? Czy są jakieś nowe fakty?

- Nie, policja nic nie wie. Mogę usiąść? - gestem wskazał kanapę

- Jasne. Napijesz się czegoś?

- Nie. Przyszedłem tylko na chwile...

Usiadłam na fotelu naprzeciw kanapy, cały czas utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Miałam ochotę wyrzucić go za drzwi. Wykrzyczeć, iż nie chcę z nim rozmawiać i nie chcę mieć niczego wspólnego z nim i tamtą ździrą, Już nabrałam powietrza w płuca, gdy on wypalił:

- Chciałem zapytać cię o coś... znaczy chodzi o nią...

Cholera! Czego on chce? -tłukło mi się w głowie.

- Czy rozmawiałyście o mnie czasem? - zapytał.

- Nawet jeśli, to niczego ci nie powiem...

- Nie, chodzi mi o pewną sprawę...

- Słucham, o co konkretnie?

- Wiesz, że zdradziłem ją... i dlatego mnie zostawiła, a ja...

- Gdybyś jej nie upokorzył, bylibyście razem nadal.

- Wiem, to był wielki błąd – opuszcza głowę gapi się na swoje dłonie.

- Bardzo ją skrzywdziłeś!

- Mówiła ci, że chciałem do niej wrócić?

- Co?! - prawie krzyczę.

- Tak. Ostatnie dwa miesiące starałem się przekonać ją, iż zależy mi na niej. Chciałem uświadomić jej, że się zmieniłem i nie mogę bez niej żyć. Ale ona zburzyła moje marzenia, mówiąc, iż ma kogoś i kocha go.

Słucham go zdziwiona i przerażona. W tej chwili uświadamiam sobie kogo miała na myśli. Zaczyna docierać do mnie, iż w pewnym sensie przyczyniłam się do jej romansu z moim mecenasem. Cholera! To ja namówiłam go, żeby reprezentował ją w sądzie, w czasie rozpraw rozwodowych. Ja sama wepchnęłam go w jej ramiona. Ona była załamana po zdradzie, a mój mężuś służył jej ramieniem i zapewne pocieszał w jej przytulnym mieszkanku. A gdy wracał do domu udawał śmiertelnie zmęczonego pracą. Przez te dwa miesiące nie mieliśmy czasu nawet szczerze porozmawiać ze sobą. Nie mówiąc już o sypialni...

- Powiedz mi wreszcie o co chciałeś mnie zapytać?

- Głupio mi. Teraz gdy jej nie ma... ja nie wiem czy...

- Powiedz wreszcie o co ci chodzi!

- Myślisz, że ona wróci? Odnajdą ją?

Przez plecy przebiega mi dreszcz. Jak mam mu odpowiedzieć? Przekonywać go, że wszystko będzie dobrze... Odnajdą ją całą i zdrową? Wiem jedno. Nie powiem mu prawdy, tego nie mogę zrobić. Wzdycham ciężko szykując się do kłamstwa. Nie, nie umiem kłamać.

- Chyba nie o to chciałeś mnie zapytać?

- Nie... Czy ona mi wybaczyła? Zdradę? Czy nadal będzie mnie nienawidzić?

Proszę zatroskany niby o nią, a tu wyrzuty sumienia go dręczą. A może ona nawiedza go w snach? Matko, ciekawe kiedy odwiedzi moje sny?! Oby nie przyszło jej to do głowy... znaczy... ach, nie wiem czy zmarli mają świadomość swoich pośmiertnych czynów... Czy mu wybaczyła?

- Nie rozmawiałyśmy o wybaczeniu. Zresztą nie chcę o tym mówić!

- Wiem, że to dla ciebie trudne... wiem kim był ten facet. - mówi.

- Tak?

- To twój mąż...

- Wiem o tym. - odpowiadam spokojnie.

- Jak się dowiedziałaś?!

- Domyśliłam się.

- Od kiedy wiesz?

- Od samego początku. Wystarczył o połączyć odpowiednie wątki i zagadka sama się rozwiązała. Nie ukrywali się z tym za bardzo. A ty skąd wiesz? - pytam go.

- Wykrzyczała mi to w twarz! Dzień przed zaginięciem. Byłem w szoku!

- Co?!

Zastanawiam się czy nie popełniłam błędu, przyznając się, że wiem o romansie mojego męża z tą idiotką. To może postawić mnie w kręgu potencjalnych podejrzanych. Zburzyć mój spokój, spowodować, że przestanę racjonalnie myśleć. Popełnię błąd i zdemaskuję się. Z drugiej jej były mąż też stanie się podejrzanym: Zabójstwo w afekcie spowodowane zazdrością i faktem, iż była żona nie chce do niego wrócić. Zazdrość o jej nowego partnera, powodująca frustrację skłaniającą do zabójstwa. Zarzut trudny do obalenia, nawet dla najlepszego prawnika.

A jeśli policja już wie o romansie mojego męża z ofiarą? Idiotką! Znacznie zacieśni to krąg podejrzanych, w którym ja miałabym grać główną rolę... Nie mogę na to pozwolić.

- Dlaczego nic z tym nie zrobiłaś? Czemu nie postanowiłaś tego przerwać?

- Nie miałam pewności... Od dawna podejrzewałam męża o zdradę. Pytaniem było tylko to kto jest drugą częścią tandemu?

- Skąd wiesz, że to ona? Ktoś ci powiedział?

- Znajoma z redakcji. Co niby przypadkiem jej się wymsknęło. Widziała ich razem na mieście. Podobno gruchali jak gołąbki.

Czuje, że zaczynam tracić panowanie nad sobą. Ręce mi się trzęsą.

- Czujesz ulgę? - pyta nagle.

- Jaką ulgę?

- Z powodu jej zaginięcia? Masz ją z głowy, nie musisz jej oglądać.

- Nie widywałyśmy się od jakiegoś czasu?

- Jak to?

- Ja nie miałam ochoty, odkąd się dowiedziałam. A ona udawała zapracowaną, poświęcając czas mojemu mężowi.

- Gdzie on teraz jest? Wyrzuciłaś go?

- Sam się wyprowadził, gdy powiedziałam mu, że wiem o wszystkim...

- Gdzie teraz mieszka?

- Mam to gdzieś! Niech go diabli!


Nawet nie pamiętam kiedy otworzyliśmy butelkę wina, a potem następną... Bałam się, iż zdradzę jaką rolę odegrałam w zaginięciu jego żony... Alkohol rozwiązuje język:

- Wiesz, zawsze mi się podobałaś – powiedział po kilku kieliszkach.

- Przestań! - roześmiałam się

- Naprawdę, imponujesz mi inteligencją. Piszesz świetne artykuły, bardzo lubię je czytać.

W mojej głowie zapalił się neon z napisem: „UWAGA!”, niestety było już za późno.

- Chyba powinieneś już pójść. - mówię dokładnie w momencie, gdy on przysiada na oparciu mojego fotela. Czego on chce?

- Masz rację późno się zrobiło. Słuchaj, może wyskoczymy gdzieś na...

- To nie jest najlepszy pomysł.

Wstaję z fotela i ruszam w kierunku drzwi. Przekręcam zamek... kręci mi się w głowie. On wykorzystuje sytuację. Obejmuje mnie, ratując przed upadkiem i całuje namiętnie w usta. Zaczynam tracić nad sobą kontrolę, podaję się jego uściskowi. On przywiera do mnie ściślej...

Sytuację ratuje dzwonek telefonu. Szybko wyrywam się z jego ramion. Czuję się jak nastolatka przyłapana przez rodziców na paleniu papierosów. Oblewam się rumieńcem od stóp do głów.

Niech to szlag! Co alkohol robi z moim mózgiem! Kretynka!! - krzyczę na siebie w myślach.

Z jego ust wylewa się potok słów:

- Przepraszam cię, nie wiem co robię. Chyba wypiłem o jeden kieliszek za dużo... nie pomyśl sobie, że właśnie po to przyszedłem do ciebie... Wiem co o mnie myślisz, nie jestem taki... nie wszystko, co ci o mnie powiedziała to prawda... Ona była mitomanką...

- Idź już!

- Przepraszam... - mówi i wychodzi ze spuszczoną głową – Tak mi wstyd... wybacz mi.

Nie odpowiadam. Zamykam drzwi. Opieram się o nie plecami. Zamykam powieki. W mojej głowie tłucze się tysiąc myśli, wypity alkohol przejmuje nade mną kontrolę.

Z zamyślenia wyrywa mnie kolejny dźwięk telefonu. To moja komórka. Wyjmują ją z kieszeni, spoglądam na wyświetlacz. No tak, mogłam się domyślić kto dzwoni. Moja ukochana teściowa. Zlewam ją wciskając czerwoną słuchawkę. Nie daje za wygraną, znów dzwoni. Rozłączam ją i wyłączam komórkę. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, a już na pewno nie z nią. O, nie!

Kładę się na kanapie i wpatruję w sufit. Błękitna zatoka. Tai kolor farby wybraliśmy z mężem. Pamiętam jak razem malowaliśmy salon. Byliśmy wtedy świeżo upieczonym małżeństwem. Tacy byliśmy wtedy szczęśliwi... Ciszę przerywa kolejny telefon.

Co jest? Przecież go wyłączyłam – myślę.

- Stacjonarny! - krzyczę głośno mocno poirytowana. Nie odbieram, wiem kto dzwoni...

Po kilku sygnałach słyszę automatyczną sekretarkę: „Cześć! Nie możemy odebrać. Zostaw dobrą wiadomość...”

Pokój zalewa głos mojej teściowej:

- Wiem, że tam jesteś! Odbierz ten cholerny telefon! Muszę z tobą porozmawiać w wiadomej sprawie. Tak się nie postępuje! Bardzo skrzywdziłaś mojego syna! Wielokrotnie mówiłam ci, iż to bardzo wrażliwy człowiek. Ja tego tak nie zostawię! On cierpi...- i wiele innych przyjemnych słów, których już nie słyszę. Stoję nad telefonem, w ręce trzymam kabel wyrwany z gniazdka w ścianie. Głos mamusi cichnie.

- Muszę wyrzucić ten telefon. Raczej nie będę go już używać. - mówię do siebie.

Biorę prysznic. Padam na łóżko i nawet nie wiem, w którym momencie moich rozmyślań zasypiam głębokim snem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz