niedziela, 13 grudnia 2015

Przeświąteczne "dzikie" zakupy


W piątek byłam na małych zakupach w jednym z większych marketów w mieście. Żałuje, że wybrałam się tam wieczorem. Źle przekalkulowałam czas. Dobrze, że nie byłam sama. Okazało się, iż pół województwa postanowiło zrobić zakupy właśnie tym samym czasie i sklepie, co ja.

Wszędzie pełno ludzi. Chodzą, łażą albo snują się jak cienie. A w markecie ciasnota, wszędzie porozstawiane produkty w mega promocyjnych cenach. Ze sloganami, które przekonują klienta, że musi koniecznie kupić ten odkurzacz, bo on super odkurza, poleruje parkiet, pochłania szkodliwe alergeny i... chyba tylko pierogów nie umie lepić!!

To samo z kosmetykami: odmładzające kremy, liftingujące maseczki i nieziemsko pachnące perfumy, jakich w kosmetyczce Kowalskiej i Nowakowej nie może zabraknąć!

Do tego wszystkiego jeszcze: wyszczuplające rajstopy i getry, bluzki uwydatniające to, a maskujące tamto. Ostatni krzyk mody męskiej i westchnienie trendów w modzie dla pań. A ludzi dają się nabierać i pchają to do wózków, by potem przy kasie wytrzeszczać oczy płacąc krocie za coś, czego wcale nie potrzebują.

I jeszcze ta straszna ciasnota! Alejki między półkami niby szerokie, ale na środku ryp: słodycze, zabawki, majonez, podpaski, perfumy... tak ustawione, że tylko jeden wózek się zmieści, wyminąć się z kimś nawet nie ma jak. Trzeba by przydzwonić w taką paletę, niech się to wszystko rozsypie!Zauważyłam, że ludzi ogarnęła już gorączka przedświątecznych czy świątecznych (?) zakupów. A raczej szał albo furia! Kupują co tylko mogą. Niekoniecznie rzeczy, których potrzebują. Snuja się po galeriach i kupują, co tam akurat dają w promocji.

Do tego jacy przemili są ci ludzie! Na takich zakupach górę biorą pierwotne instynkty, ludzie zachowują się jak neandertalczycy na polowaniu, a nie ludzie z XXI stulecia. Języka w ustach zapominają i z głowy wyfruwa dobre zachowanie i kultura osobista.

Stoję sobie przy półce. Nagle czuję uderzenie w kolano. Jakaś kobieta wjechała we mnie wózkiem obładowanym zakupami i jeszcze ma do mnie pretensje, że niby gdzie ja się tutaj pcham. A co oczu to ona nie ma, czy na pólkach takie cuda, że ciężko wzrok oderwać?

Albo ludzie warczący pod nosem, gdy nie mają jak przejść czy przejechać wózkiem, Zamiast powiedzieć zwyczajnie: „Przepraszam”. Nie, no bo po co być miłym i kulturalnym. Lepiej sobie powarczeć, niech cały świat ma baczenie na to, że „jaśnie państwo” robią zakupy i niech inni schodzą im z drogi.

W takich sytuacjach mam ochotę zakląć sobie solennie i klnę w myślach. Niestety nic innego mi nie pozostaje. Po takim – ekstremalnym – wieczorze z niepokojem wyglądam czasu gdy po świętach nadejdą wyprzedaże. Tam to się dopiero cuda dzieją...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz