środa, 9 grudnia 2015

Bezstresowo - egoistyczne wychowanie


Model wychowania dzieci z każdym rokiem ulega gruntownej przemianie; żeby nie rzec wręcz zburzeniu i każdy z rodziców próbuje sam – mniej lub bardziej udolnie – budować swój własny, odrębny schemat. Odchodzi się od sposobu, w jaki wychowywali nas rodzice. Kierując się raczej w stronę totalnej samowoli dziecięcej. Nie mam zamiaru nikogo pouczać czy krytykować.
 Absolutnie nie.

Jednak nie wszystko, co jest nowe musi być lepsze od poprzedniego. No, bo co złego jest w systemie wychowania sprzed dwudziestu lat? Kiedy dziecko musiało słuchać rodziców we wszystkim, a nie to rodzice słuchali kaprysów dzieci. Jak zasłużyło to i dostało klapsa i potem już wiedziało, że źle postępuje. I wszystko było ok.

Dziś nie wolno dziecka ukarać klapsem, bo to jest agresja i patologia. Nawet nie wolno na nie krzyknąć, bo to podchodzi pod stos paragrafów i grozi poważnymi sankcjami. Obecnie dzieci wychowuje się bezstresowo. Wpajając im, już od pierwszych kroków – egocentryczne podejście      do świata i życia. Wielu rodziców stara się przekonać swoje pociechy, iż one są najlepsze, najmądrzejsze i w ogóle wszystko naj, naj... Cały ten proces dopełniają odmóżdżające kreskówki, przekonujące dzieci, że mogą wszystko i ich czyny nie mają żadnych konsekwencji. I tak rosną sobie mali egocentrycy. Dostają wszystko o co proszą i czego żądają.

Później idą do szkoły i tutaj następuje, pierwsze z wieli, brutalne zderzenie z rzeczywistością.   Dosyć bolesne zderzenie. Mianowicie okazuje się wtedy, że w klasie jest jeszcze kilku lub kilkunastu takich samych, małych egoistów. Oni też zawsze muszą być najlepsi i najmądrzejsi. Nie przyjmują do wiadomości porażki i zwykle reagują na nie złością lub spazmatycznym płaczem.

Czasami wydaje mi się, iż takie dzieci cierpią przez wygórowane ambicje swoich rodziców.           
To rodzice nie zauważają, że ich dziecko nie jest orłem, ani wybitnie uzdolnionym artystą lecz przeciętnym uczniem, który ma inne talenty niż naukowe. Może być na przykład osiągającym sukcesy sportowcem. Jednak bardzo często rodzice tego nie zauważają albo nie chcą przyjąć do wiadomości jakie naprawdę zdolności posiada ich dziecko. Zapisują je na wszelkiego rodzaju zajęcia dodatkowe, nie pytając czy dziecko jest nimi zainteresowane, czy zwyczajnie tego chce.

Jak już wcześniej pisałam, winne są tutaj wygórowane rodzicielskie ambicje. I zwykła zazdrość:

Syn Kowalskiej chodzi na kółko matematyczne? To mój syn też będzie chodził! Nie będzie gorszy!”

Tylko nikt nie zapyta czy dziecko interesuje matematyka. Albo kolejny przykład: „Jak to, Maciek chodzi na tenisa, dwa razy w tygodniu? To ty będziesz chodził trzy razy, a co!” A co.. jeśli on woli grać w piłkę albo siatkówkę? O to już nikt nie zapyta, nie liczą się zainteresowania, tylko chęć zaimponowania znajomym. A dzieci na tym cierpią, bo muszą być zawsze i we wszystkim najlepsze. Do tego gdy – nie daj Boże – na klasówce prymusowi powinie się noga, mamusia biegnie do szkoły. Musi wytłumaczyć nauczycielowi, iż: „Mój syn to świetnie rozumie, tylko miał gorszy dzień i dlatego dostał czwórkę, a nie piątkę... Jutro to poprawi.” wiele innych tego typu tłumaczeń.

Rodzice powinny zrozumieć, iż nikt nie jest idealny i nikt nie może być zawsze najlepszy. Każdy ma swoje ograniczenia...

foto by: onet.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz