Model wychowania dzieci z
każdym rokiem ulega gruntownej przemianie; żeby nie rzec wręcz
zburzeniu i każdy z rodziców próbuje sam – mniej lub bardziej
udolnie – budować swój własny, odrębny schemat. Odchodzi się
od sposobu, w jaki wychowywali nas rodzice. Kierując się raczej w
stronę totalnej samowoli dziecięcej. Nie mam zamiaru nikogo pouczać
czy krytykować.
Absolutnie nie.
Jednak nie wszystko, co
jest nowe musi być lepsze od poprzedniego. No, bo co złego jest w
systemie wychowania sprzed dwudziestu lat? Kiedy dziecko musiało
słuchać rodziców we wszystkim, a nie to rodzice słuchali kaprysów
dzieci. Jak zasłużyło to i dostało klapsa i potem już wiedziało,
że źle postępuje. I wszystko było ok.
Dziś nie wolno dziecka
ukarać klapsem, bo to jest agresja i patologia. Nawet nie wolno na
nie krzyknąć, bo to podchodzi pod stos paragrafów i grozi
poważnymi sankcjami. Obecnie dzieci wychowuje się bezstresowo.
Wpajając im, już od pierwszych kroków – egocentryczne podejście
do świata i życia. Wielu rodziców stara się przekonać swoje
pociechy, iż one są najlepsze, najmądrzejsze i w ogóle wszystko
naj, naj... Cały ten proces dopełniają odmóżdżające kreskówki,
przekonujące dzieci, że mogą wszystko i ich czyny nie mają
żadnych konsekwencji. I tak rosną sobie mali egocentrycy. Dostają
wszystko o co proszą i czego żądają.
Później idą do szkoły i
tutaj następuje, pierwsze z wieli, brutalne zderzenie z
rzeczywistością. Dosyć bolesne zderzenie. Mianowicie okazuje się
wtedy, że w klasie jest jeszcze kilku lub kilkunastu takich samych,
małych egoistów. Oni też zawsze muszą być najlepsi i
najmądrzejsi. Nie przyjmują do wiadomości porażki i zwykle
reagują na nie złością lub spazmatycznym płaczem.
Czasami wydaje mi się, iż
takie dzieci cierpią przez wygórowane ambicje swoich rodziców.
To
rodzice nie zauważają, że ich dziecko nie jest orłem, ani
wybitnie uzdolnionym artystą lecz przeciętnym uczniem, który ma
inne talenty niż naukowe. Może być na przykład osiągającym
sukcesy sportowcem. Jednak bardzo często rodzice tego nie zauważają
albo nie chcą przyjąć do wiadomości jakie naprawdę zdolności
posiada ich dziecko. Zapisują je na wszelkiego rodzaju zajęcia
dodatkowe, nie pytając czy dziecko jest nimi zainteresowane, czy
zwyczajnie tego chce.
Jak już wcześniej pisałam,
winne są tutaj wygórowane rodzicielskie ambicje. I zwykła
zazdrość:
„Syn Kowalskiej chodzi
na kółko matematyczne? To mój syn też będzie chodził! Nie
będzie gorszy!”
Tylko
nikt nie zapyta czy dziecko interesuje matematyka. Albo kolejny
przykład: „Jak to, Maciek chodzi na tenisa, dwa razy w
tygodniu? To ty będziesz chodził trzy razy, a co!” A co..
jeśli on woli grać w piłkę albo siatkówkę? O to już nikt nie
zapyta, nie liczą się zainteresowania, tylko chęć zaimponowania
znajomym. A dzieci na tym cierpią, bo muszą być zawsze i we
wszystkim najlepsze. Do tego gdy – nie daj Boże – na klasówce
prymusowi powinie się noga, mamusia biegnie do szkoły. Musi
wytłumaczyć nauczycielowi, iż: „Mój syn to świetnie
rozumie, tylko miał gorszy dzień i dlatego dostał czwórkę, a nie
piątkę... Jutro to poprawi.” wiele innych tego typu
tłumaczeń.
Rodzice
powinny zrozumieć, iż nikt nie jest idealny i nikt nie może być
zawsze najlepszy. Każdy ma swoje ograniczenia...
foto by: onet.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz