Tak jak ostatnio Wam obiecałam publikuję swoje opowiadanie pt. "Idiotka"
Zapraszam do lektury i do dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach.
„IDIOTKA”
Zabiłam ją. To było
takie proste. Banalne. Ta idiotka niczego się nie spodziewała.
Podejrzewam, że do tej pory leży zdziwiona – przykryta grubą
warstwą ziemi. Jestem zadowolona. Poszło tak gładko. Nareszcie mam
ją z głowy. I już...
Siedzę w błogiej ciszy,
jakiej nie zaznałam od wielu lat. Sączę wino i rozmyślam, upajam
się swoją Idyllą. Ja, sama w pustym mieszkaniu. Piękna, mądra i
sławna. Wszyscy o mnie mówią, choć nie wiedzą, że to moja
robota. Szukają jej... Nie znajdą. Nigdy. Dobrze ją ukryłam. Nikt
nie podejrzewa, że ja mam z tym coś wspólnego.
Po szopce – jaką
odstawiłam przed policją – o nic mnie nie pytali. Ten żal,
histeria i rozpacz rozrywająca mnie od środka... - rola godna
Oskara. Powinnam była zostać aktorką...
Prostota popełnionego
przeze mnie czynu i brak jakichkolwiek przeszkód, przy jego
wykonywaniu, sprawiły, że czułam dziwne podniecenie. Ekscytację
pomieszaną z satysfakcją z dokonanego zabójstwa.
Rozczarował mnie jednak
brak krwi. Zawsze, do tej pory, wyobrażałam sobie siebie ubrudzoną
krwią swej potencjalnej ofiary. A w przypadku tej idiotki wystarczył
jeden mocny cios w tył głowy. W jej oczach nie dostrzegłam
skruchy ani żalu, jedynie cholerną pewność siebie i wyższość z
jaką na mnie patrzyła. Myślała, że to ja jestem „wielką
przegraną”, a ona jest jedynym zwycięzcą. Myliła się. Teraz
gdy spoczywa pod grudami ziemi jestem pewna, że nie odbierze swej
nagrody. Nagrody w postaci jedynej osoby, na której mi zależało.
Jedynej kochanej przeze mnie osoby, dla której poświęciłam wiele
i na jeszcze więcej poświęcenia byłam gotowa.
W gruncie rzeczy to dosyć
zabawne... że wystarczyła jedna taka zimna suka jak ona, żebym
przejrzała na oczy i gruntownie przemeblowała swój światopogląd.
I dostrzegła komu tak naprawdę na mnie zależy. I wtedy okazało
się, że nie wszyscy wokół są fair. Że nie wszyscy troszczą się
o mnie, ale tylko i wyłącznie o własną wygodę.
I że miłość mojego życia
postanowiła – tak z dnia na dzień – kopnąć mnie z całej siły
w dupę. Bez słowa wyjaśnienia. I ukryć się w zacisznym gniazdku
tamtej idiotki. Nie potrafiłam tego zrozumieć i zaakceptować.
Ślepo dążyłam do przywrócenia poprzedniego ładu. Żądałam
sprawiedliwości. Pragnęłam zemsty. Aż wreszcie nie oczekując
znikąd pomocy zaczęłam działać. Nieskromnie powiem, że większą
część planu wykonałam precyzyjnie. Reszta powinna pójść
gładko.
Nie przewiduję żadnych
zakłóceń. Nie ma takiej możliwości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz