A co do wspomnianej kontynuacji, praca wre... Zapraszam do lektury i ja zawsze czekam na Wasze opinie w komentarzach.
***
Znów tutaj byli. Policja. Dwóch policjantów. Nie zapamiętałam ich nazwisk i stopni. Pytali o nią... O to jak wyglądały nasze stosunki: "Oczywiście świetnie. Przecież to była moja najlepsza przyjaciółka" - powiedziałam ze łzami w oczach. Uwierzyli. "Poza tym, że spała z moim mężem i że pomogłam jej przejść na tamten świat..." - dodałam w myślach. Pytali też czy niczego nie zauważyłam. Czy ktoś obcy się koło niej nie kręcił. Zgodnie z prawdą odparłam, że nie. Przecież ja nie byłam dla niej obcą osobą. Pobyli tu jeszcze przez chwilę. Zostawili mi numer telefonu, gdybym przypomniała sobie coś istotnego. Podarłam wizytówkę i wrzuciłam do kominka. Raczej nie przypomnę sobie żadnych szczegółów. Dokładnie wszystko zapamiętałam.
I jeszcze on. Mój mąż. Udaje, że wszystko jest po staremu. Świętoszek się znalazł... Próbuje mnie pocieszać, bo niby jest mi ciężko. Myśli, że cierpię po stracie przyjaciółki. A ja, wręcz przeciwnie mam ochotę świętować. Mam chęć wykrzyczeć mu wszystko w twarz: "Zabiłam tę sukę! Myślisz, że nie wiem, że z nią spałeś?! - krzyczę w myślach. A mój Romeo rozpacza w duchu. Ja doskonale to widzę. On nie potrafi udawać, tłumienie emocji nie jest jego najmocniejszą stroną. Wszystko widzę jak na dłoni. Jak gapi się na jej zdjęcia, jak patrzy w ścianę, często jest nieobecny.
- Nie jestem głupia! - krzyczę - Wiem o wszystkim! Że z nią sypiałeś! Wiem, że byłeś z nią we wszystkie długie wieczory, które ja spędzałam sama! Czekałam na ciebie wierząc, że pracujesz do późna... - wrzeszczę coraz głośniej. Spoglądam na niego.
Jest przerażony. Jak dziecko, które nabroiło i już wie, że zostanie ukarane, ale nie wie jak. Boi się. Milczy i patrzy na mnie wzrokiem zbitego psa. Och, jaką mam ochotę udusić go teraz!
Widzę jak próbuje ukryć prawdę Jak udaje, że nie wie o czym mówię.
- Nie udawaj! Wiem, że mnie zdradzałeś i wiem, że robiłeś to z tą idiotką! Miała tupet! Udawała moją przyjaciółkę, a tak na prawdę chodziło jej o ciebie!
- Kochanie... - próbuje mnie objąć.
- Przestań! Brzydzę się tobą. Jak mogłeś mi to zrobić?! Ja cię kochałam, ty kretynie!
Sama siebie zadziwiam. Mówię to z takim opanowaniem, idealnie. Jakby mi nie zależało. A wewnątrz czuje ogromny ból. Jakby ktoś wyrywał mi serce. Walczę ze wzbierającymi łzami. Jestem twarda i ostra. Trzymam go na dystans...
Spakował się i odszedł. Po prostu się wyprowadził. Ot tak. Mój mąż, który był ze mną przez tyle lat. Odszedł. A przysięgał, że będzie na dobre i złe. Zawsze, po grób... A teraz go nie ma. Uciekł jak szczur z tonącego okrętu. Z podkulonym ogonem. A jeszcze kilka tygodni temu chodził dumny jak paw. Codziennie wypachniony, ogolony, piękny. Mój Adonis. Robił to dla niej. Dziś szary z zarostem, w starych dżinsach. Nie powiedział nic. Nawet nie padło zwykłe "przepraszam". Nic. Nawet nie próbował ze mną rozmawiać, próbować ratować to co było między nami. Nie czuję satysfakcji z powodu jego odejścia. Jest mi ciężko. Nie na duszy, na sercu. Wiem, że nie odszedł do niej i to mnie uspokaja. I przypomina gdzie musiałby pójść...
Przecież pan mecenas nie spędzi reszty życia w lesie, mieszkając pod dębem. Tak, właśnie pod dębem leży jego wybranka, wierna nałożnica. Idiotka. Ciągnie swój do swego.
Zapewne pobiegł do mamusi. Tak, tak. Nagadał jej, że wyrzuciłam go z domu. Bez powodu. A ona mu powie, iż zawsze wiedziała, że jestem wariatką. I nie zasługiwałam na niego, że marnował się przy mnie. Będzie go pocieszać, a potem popchnie w ramiona córki, którejś ze swych wiernych przyjaciółek. Dobrze, że nie mieliśmy dzieci... im nie mogłabym tego zrobić.
Nie, nie będę kolejnym Raskolnikowem. Nie dam się ponieść emocjom. Nie pozwolę by ogarnęła mnie obsesja zbrodni. Nie będę ciągle o tym myśleć, nie będę tego rozpamiętywać. Odcinam się od tamtego dnia. Powoli zaczynam zapominać, a raczej nakazuje pamięci wymazać to piętno. Czy uda mi się zapomnieć? Całkowicie z pewnością nie. Z czasem na tyle, by nie myśleć o tym bez przerwy...
c.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz