Witajcie!
Wiem, że Święta dobiegły już końca. Jednak pozwoliłam sobie na publikację swoich przedświątecznych refleksji. Post lekko spóźniony, ponieważ nie zdążyłam wrzucić go, zajęta przygotowaniami świątecznymi.
Jak co roku w wigilijny poranek
postanowiła odwiedzić swoich bliskich zmarłych. Zapalić im
świeczkę – symbol mojej pamięci i tęsknoty. Zawsze w takim
momencie staram się przypomnieć sobie ich twarze, głosy i
uśmiechy. Zastanawiam się jak dziś wyglądałyby nasze wspólne
święta... Jednocześnie odtwarzam w pamięci wszystkie wspólne
chwile, a zwłaszcza naszą ostatnią, wspólną Wigilię. Życzenia
od dziadka, wspólne śpiewania kolęd, nakrywanie do stołu,
wypatrywanie pierwszej gwiazdki i cudowne zapachy z babcinej
kuchni...
Gdy dziadkowie odeszli miałam zaledwie
dziewięć lat. Czy to możliwe, by dziecięca pamięć zachowała
tak dokładne obrazy? Z każdym rokiem pamiętam coraz mniej, ich
twarze rozmazują się, a głosy zdają się zniekształcać jakbym
słyszała je wietrzny dzień.
W świąteczne dni bardziej tęsknię
za nimi, ich sposobem bycia, a nawet zapachem. Tak mało miałam
czasu, by z nimi porozmawiać, pobyć tak po prostu. Dziś po
kilkunastu latach żałuje tego straconego czasu, o tyle chciałabym
ich zapytać, tak dużo im powiedzieć. Małe dziecko, którym byłam,
gdy żyli wolało bawić się niż słuchać babcinych opowieści o
trudach życia w dawnych czasach, o tym co przeszli i ile
przecierpieli, by wreszcie znaleźć spokój na kieleckiej ziemi.
Wielu rzeczy nie chciałam wtedy słuchać, wydawały mi się
obrazami ze strasznych filmów. Jedyne, co pamiętam to kilka wierszy
i piosenek śpiewanych mi przez babcię. Czy ucieszyłoby ją to?
Zapewne tak. Pamiętam czas spędzony z dziadkiem, laskę, którą
się podpierał, czapkę, jaką nosił i stary tapczan, na którym
razem przesiadywaliśmy oraz jedyną w swoim rodzaju zupę, jakiej
nikt nie potrafi odwzorować, a przepis niestety odszedł razem z
dziadkiem.
Gdy stoję tak wśród setek grobów, w
myślach powtarzam słowa „Kolędy dla nieobecnych” Z. Preisnera,
śpiewanej przez B. Rybotycką: „...przygasł świąteczny gwar, bo
zabrakło znów czyjegoś głosu...”. Zawsze gdy słyszę ten utwór
myślę o moich bliskich, którzy nie zasiądą z nami do stołu i
których nigdy już nie spotkam, Na cmentarzu słowa tej kolędy mają
zupełnie inny wydźwięk. Dopiero w takim miejscu uświadamiam sobie
jak wiele jest domów i rodzin, których kolacja wigilijna nie jest
już taka sama jak rok temu. A wielu domach ludzie spędzają samotne
święta. Jeden cmentarz, setki grobów, za każdym kryje się morze
łez, ludzkiego cierpienia i tęsknoty. Tysiące głosów, których
zabrakło wśród nas, których nikt - poza Bogiem - już nie
usłyszy.
Jedynym pocieszeniem jest: „... że
gdziekolwiek są dobrze im jest (..) że odeszli po to, by żyć i są
z nami choć w innej postaci (…) i … po głosach ich wciąż drży
powietrze...”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz