piątek, 18 grudnia 2015

Metroseksualizm w polskiej wersji

 
 
 
Niezmiennie zadziwia mnie moda męska na ulicach naszego kraju. A podobno to my- kobiety mamy przysłowiowego fioła na punkcie swojego wyglądu. Nic bardziej mylnego. Od kilku lat można zaobserwować, wciąż rozwijający się metroseksualizm mężczyzn. Wiem trudne słowo. Zainteresowanych odsyłam do wujka Google → metroseksualizm. Tak. Panowie, zaczynają przywiązywać większą uwagę do swojego wyglądu. Zaczynają bardziej dbać o siebie eksperymentując z kosmetykami i ubiorem. Czyżby wreszcie dotarło do nich, że paniom naprawdę nie jest wszystko jedno jak oni wyglądają, że już sam fakt ich istnienia powinien cieszyć płeć przeciwną.
Jeszcze do niedawna mężczyźni oczekiwali od swoich pań, by zawsze pięknie wyglądały. Były idealnie uczesane, ubrane i pięknie umalowane. Dziś sami potrafią spędzić sporo czasu przed lustrem, starając się dobrze wyglądać.
Tematem tabu przestało być używanie przez panów kosmetyków, chodzenie do fryzjera, itp. Szczerze powiedziawszy, nawet cieszy mnie taka męska metamorfoza, ale mam tu na myśli racjonalny metroseksualizm. Bo gdy czasami widzę faceta, który wygląda lepiej niż jego żona to zaczynam się zastanawiać dokąd zmierza ten świat? I kto w tamtym związku nosi spodnie? Ok, niech panowie dbają o siebie. Jednak niech nie objawia się to totalnym zniewieścieniem płci męskiej. Niektórzy naprawdę nie zdają sobie sprawy, jak łatwo jest przegiąć, zrobić jeden krok za daleko...
Teraz są szyte ubrania typu unisex, czyli takie, które może nosić i kobieta i mężczyzna. Jednak jest wiele rzeczy, których panowie nie powinni zakładać. Nie chce ich tutaj wymieniać. To samo z kolorami, odchodzimy już od utartego zwyczaju dzielenia ich na męskie i żeńskie. Na ulicach można już zauważyć mężczyzn noszących ubrania we wszystkich odcieniach różu, fioletu, czy pomarańczu. A jeszcze kilka lat temu, owego mężczyznę uznano by za lekko, no wiecie.
Lubię eleganckich mężczyzn, dobrze ubranych, jednak odrzuca mnie na widok, nazwijmy go „lalusiem”, który definitywnie przegina podkradając żonie apaszki i szaliki.
Jednak z drugiej strony lepsze to niż rozciągnięty dres, oczywiście nie mam nic przeciwko panom noszącym dresy, jednak nie do każdej sytuacji pasuje taki strój. Panowie nie mają jeszcze wyuczonego pojęcia detalu, zresztą kobiety też miewają z tym problem. Można ubrać dobrą marynarkę, spodnie, ale wystarczy założyć nie te buty co trzeba i cała reszta na tym traci. A takich „kwiatków” jest cała masa. Sama widuję i kwituję śmiechem pewnego pana. On jest dla mnie, ciężko znaleźć mi słowa, które go opisują. Jest... o wiem – dyktatorem mody wśród lokalnych entuzjastów... Otóż ten pan, w wieku ok. czterdziestki wyróżnia się swoim ubiorem. Trudno nazwać to ekstrawagancją. Mój „ulubieniec” potrafi na odświętną okazję założyć spodnie od garnituru, białą koszulę, na wierzch bluzę z kapturem, czapkę z daszkiem, a wszystko to dopełniają białe adidasy!! Och, jakże pięknie się to komponuje ze sobą. Nazywam to sportową klasyką., burżuazyjnym krzykiem umierającej mody. Nie wiem czy powinnam się śmiać, czy płakać. Szczerze to gdybym miała pójść z tak ubranym panem na jakąkolwiek imprezę, to chyba na andrzejkowy bal przebierańców. Niby modą należy się bawić, ale to powinno mieć chyba jakieś granice. Ten „elegancik” jest doskonałym przykładem na to, że bardzo łatwo przegiąć. Na szczęście zdarza się to tylko niektórym panom. Zdecydowana większość radzi sobie całkiem nieźle. Muszę przyznać, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Oby tak dalej panowie, żeby można było na was oko zawiesić na dłużej z zachwytu, a nie z niedowierzania i śmiechu.
 
 
A propos śmiechu, KMP idealnie zobrazował poruszony przeze mnie temat. I do tego Banan genialny!
 

1 komentarz:

  1. Też wolę mężczyzn, którzy dbają o siebie, o swój wygląd. Dlaczego tylko mnie - kobietę - społeczeństwo ma zmuszać do spędzania czasu przed lustrem.

    OdpowiedzUsuń